poniedziałek, 18 marca 2013

Dziwne życie Lavinii F.


Znacie ten portret? Zapewne tak, każdy gdzieś kiedyś go widział, a jeden rzut oka wystarczy, by zapadł w pamięć. Wygląda jak praca dwudziestowiecznego surrealisty, ale powstał setki lat temu, w 1595 roku. Sportretowana postać to Antonietta Gonzalez, dziewczynka dotknięta rzadką deformacją. Niektórzy nazywają to syndromem wilkołaka inni, bardziej naukowo, hipertrichozą. Objawem tej choroby jest gęste owłosienie, pojawiające się na całym ciele, również na twarzy. Wieki temu takich ludzi wytykano palcami jako wybryki natury, dziwadła, osobliwości, traktowano jak pół-zwierzęta. Dziewczynka na portrecie trzyma w dłoniach kartkę, na której jak się przypuszcza spisała historię swojej rodziny. Niemal wszyscy jej bliscy cierpieli na tę przypadłość, możemy się więc domyślać, jak wyglądało ich życie. Naznaczone niezrozumiałą innością było nieustannym pasmem upokorzeń - rejestrowanych ciągle okrzyków strachu, grymasów obrzydzenia, odruchów wstrętu.

Ale dziewczynka na portrecie nie budzi odrazy. Ubrana jest w piękną suknię, spojrzenie jej czarnych oczu błyszczy inteligencją, a usta układają się w delikatny uśmiech. Pokazano ją z niebywałym taktem - tak, jakby artysta doskonale rozumiał, ile wrażliwości kryje ta niepojęta inność, jak kruche wnętrze osłania twarz, uznana za wybryk natury. Może wrażenie bierze się stąd, że tym artystą była kobieta? I że również jej życie było zaprzeczeniem tego, co powszechnie uznawano za naturalne i właściwe?

Lavinia Fontana, Autoportret, 1579

Dziwną dziewczynkę namalowała Lavinia Fontana, renesansowa artystka, której prace dziś można oglądać w najsłynniejszych muzeach świata. A biografia malarki dziwi nas niemal tak samo, jak twarz sportretowanej przez nią dziewczynki. Też wygląda nam na wybryk natury, mimo że Lavinii los nie poskąpił ani urody, ani talentu. Zdumiewa nas to, że ona ten talent wykorzystała.

Urodziła się przecież w połowie XVI wieku, a już my dobrze wiemy, jak wyglądało wtedy życie kobiet, nawet tych z bogatych rodzin. Oczekiwano, że znajdą mężów, poprowadzą im dom i wychowają dzieci. A ich własne ambicje? Twórcze pasje? Lepiej, by nie były za wielkie! Wystarczała umiejętność wybrzdąkania paru melodii na szpinecie i talent do haftu, który przydawał blasku kościelnym ornatom. Ale Sztuka przez duże S była domeną mężczyzn i nikt kobiet w tym gronie nie widział ani doń nie zapraszał. A jednak Lavinia się w nim znalazła. I wcale nie musiała pokonywać niebotycznych gór, by osiągnąć, co chciała. Może dlatego dziś jej życie opisywane jest w kategoriach cudów?

Przyszła na świat w rodzinie Prospero Fontany, bolońskiego malarza i rysownika. W tamtych czasach uprawianie sztuki traktowano raczej jako solidne rzemiosło, niż formę ulotnej autoekspresji. Pracownie artystów przypominały małe przedsiębiorstwa, z tłumami uczniów i terminatorów, a ich rozkwit zależał od liczby zamówień. Dla najlepszych to był dochodowy biznes. W dodatku zostawał w rodzinie, jeśli tylko Opatrzność zechciała obdarzyć jej kolejnych członków choć odrobiną talentu. Fontana był szczęściarzem, bo jego córka miała go aż nadto.

Lavinia wyrosła w świecie sztuki i od zawsze czuła się w nim u siebie. Terminowała u ojca, ale jako dwudziestokilkulatka zaczęła już pracować na własne nazwisko. Rozkwitła jej sława zdolnej portrecistki i wkrótce najznakomitsze bolońskie rodziny ustawiały się w kolejce, by zamówić obraz u córki Fontany. Jej portrety miały w sobie jakąś niejednoznaczną delikatność. Wyłamywały się z obowiązującej konwencji upozowanych postaci, wystrojonych w sztywne szaty, z imponującymi kryzami pod szyją. Działały na emocje. Widać to zwłaszcza w wizerunkach dzieci. Współczucie budzi mała Antonietta o zdeformowanej buzi; czułość - maleńki chłopczyk na obrazie niżej, zagubiony w wystawnym otoczeniu i dziwnym łożu przypominającym nagrobek. Portrety Lavinii miały w sobie tę kobiecą miękkość, która przydawała im nowych znaczeń.

Nowonarodzony w łóżeczku, ok. 1583




Portret rodziny, 1598-1600
Portret szlachcianki, ok. 1580
Głowa młodzieńca, 1606
Kariera zdolnej portrecistki nabierała tempa. Lavinia dojrzewała jako artystka i miała większe ambicje niż dostarczanie wizerunków dobrze urodzonym bogaczom. Zaczęła malować sceny z mitologii, sięgać po wątki biblijne. Dotąd były to tematy zarezerwowane dla mężczyzn, bo kobiety, jak sądzono, nie potrafiły opanować na tyle dobrze sztuki rysunku i kompozycji, by sobie z nimi poradzić. Lavinia zupełnie nie zawracała sobie głowy takimi opiniami i wkrótce jej biblijne sceny zaczęły zdobić ołtarze bolońskich kościołów. Nazwisko Lavinii stało się marką - prowadziła własną pracownię, nie narzekała na brak zleceń ani uczniów. Cud, prawda? A to jeszcze wcale nie koniec!

Wieści o zdolnej artystce z Bolonii dotarły do uszu papieża Klemensa VIII, koniecznie chciał ją mieć w Rzymie. Pojechała. Rozkwitła tam i została do końca życia, ciesząc się poważaniem i wparciem papieża Klemensa, a potem jego następców, malując im ołtarze bazylik i kaplic. Dziś w każdej jej biografii przeczytamy, jak niezwykły był to przypadek, że kobieta-artystka zyskała tak mocną pozycję w Watykanie, że weszła do tego zamkniętego świata. Ale tak właśnie było. Ceniono ją i honorowano, przyjęto w poczet członków Akademii Świętego Łukasza, zrzeszającej artystów i architektów, jej prace wyróżniano medalami - słowem, osiągnęła to, o czym marzył każdy ówczesny twórca. Płeć nie była tu żadną przeszkodą.

Jezus ukazujący się Marii Magdalenie, 1581
Wniebowzięcie, 1583
Judyta z głową Holofernesa, 1600
Myślicie pewnie, że tak czy inaczej musiało to mieć swoją cenę. Że Lavinia pozostała do końca życia singielką, zamkniętą w swojej pracowni, umazaną farbą, skupioną wyłącznie na pracy. Ależ nic z tych rzeczy, kolejny cud! Była mężatką, w dodatku szczęśliwą. Miała 25 lat, gdy poślubiła jednego z bogatych uczniów swego ojca i urodziła mu jedenaścioro (!) dzieci. Gian Paolo Zappi okazał się mężem na wskroś współczesnym - i to w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Trudno uwierzyć, ale naprawdę zrobił to, co zazwyczaj (do dziś przecież) robią kobiety - zrezygnował z własnej kariery, zajął się domem i zaopiekował dziećmi. Wcale nie zabraniał żonie malować. Przeciwnie, wiedział, kogo z nich dwojga Bóg obdarzył większym talentem, i nie zamierzał stawać temu w poprzek. Lubił asystować żonie przy pracy, mieszając farby, cyzelując drobne elementy jej płócien, załamania draperii, wzory tkanin, kontury roślin.

Minerwa ubierająca się, 1613
Wszystko to brzmi nierealnie. Cała ta Lavinia Fontana to ewidentnie jakieś dziwo, wybryk natury, całkiem jak twarz dziewczynki na jej najsłynniejszym obrazie. Tak myślicie? Bo ja tak myślałam, kiedy usłyszałam o niej po raz pierwszy. Ale teraz trochę mi wstyd. Bo czy nie jest tak, że za często przykładamy własne miary do cudzego życia, choćby tego sprzed setek lat? Że nasze wyobrażenie o historii kobiet również utkane jest z feministycznych klisz, wedle których obowiązkowo byłyśmy gnębione, niedoceniane, pomijane, spychane w kąt? Owszem, byłyśmy. Ale przecież nie zawsze i nie wszystkie. Najlepszym przykładem Lavinia - dziwna, spełniona kobieta sprzed czterech wieków.


(Źródła zdjęć: Web Gallery of Art, Wikimedia)

19 komentarzy:

  1. Oczywiście pierwszy portret bardzo znany. Dziewczynka trzyma w ręce kartkę, na której spisała dzieje swojej rodziny. Wszyscy byli tam dotknięci tą deformacją.
    Jest portret Petrusa Gonzalesa (zapewne z tej rodziny).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Petrus to ojciec Antonietty, a cała rodzina była sensacją ówczesnej Europy. Lavinia poznała ich dzięki swemu przyjacielowi, który opisał ich historię (boloński lekarz i przyrodnik Ulisses Aldrovandi).

      Usuń
  2. Miala kobieta szczescie i temu szczescie pomagala...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za dołączony film, śpiewająca Vivaldiego Cecilia Bartoli zupełnie obłędna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, z tą muzyką obrazy Fontany robią gigantyczne wrażenie, słucham i oglądam już po raz enty...

      Usuń
  4. Samo jej imię jest pewnego rodzaju marką. Lavinia. Czyż nie kryje się pod tym moc, która porusza skałę, niesie - a przynajmniej nieść powinna - lawinę przemian? Według mnie życie tej artystki wcale nie było "dziwne", ono było takie, jakim być powinno życie każdej kobiety bez względu na epokę, od zawsze, na zawsze. A więc pełne możliwości, otwartych drzwi, jeśli tylko wykazuje się ona jakimś talentem, pasją, wyznaczonym sobie celem... Dzięki za przypomnienie sylwetki Fontany, jest jedną z tych postaci z kart historii, które inspirują. :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za inspirujące uwagi. Żal tylko, że nawet tak wybitne kobiety, jak Lawinia, wciąż funkcjonują poza historycznym mainstreamem i wciąż trzeba się o nie upominać.

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia... niestety niektórzy ludzie muszą borykać się z takimi problemami..

    OdpowiedzUsuń
  6. Portretu dziewczynki nigdy nie widziałam.. Tym bardziej cieszę się, że przedstawiasz nam kolejną kobietę, która odnalazła się w odmętach historii. Malarek klasy światowej zwłaszcza epoki nowożytnej mamy mało, a do tej pory kojarzyłam tylko Artemizję Gentileschi i Sofinisbę Anguissolę. Dziękuję za dokształcanie w najprzyjemniejszej możliwej formie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zwłaszcza za dobre słowo o formie, ze wszystkich sił staram się nie przynudzać ;)

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniała historia, masz talent do snucia powieści! Jestem też ciekawa, w jaki sposób można rozumieć sformułowanie "dziwne życie" w kontekście tej artystki - tutaj pasuje niezwykłe, ciekawe, wymykające się standardom... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, to życie tak bardzo wymykało się ówczesnym standardom i zarazem tak nie przystaje do naszych wyobrażeń o utalentowanych kobietach z przeszłości. które obowiązkowo musiały przejść drogę przez mękę, by robić to, co kochały - że słowo "dziwne" wydało mi się najlepsze na określenie całej tego zjawiska niezwykłości.

      Usuń
  9. Hej, piszę pracę m.in o tej artystce, w kontekście autoportretów słynnych malarek i mam wielką prośbę - czy mogłabyś mi podać źródło z którego czerpałaś informacje? Byłabym bardzo wdzięczna! /bo jak zdążyłam się przekonać, niestety niewiele zostało o niej napisane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha, i jest mały błąd merytoryczny - papieżem w tym czasie był Klemens VIII ;)

      Usuń
    2. Opuściłam V i wyszło kuriozum, dzieki za uważną lekturę, już poprawiam.
      Pisząc ten tekst nie korzystałam z żadnej konkretnej publikacji, pamiętam, że budowałam go na podstawie informacji z róznych portali poświęconych sztuce, głównie anglojęzycznych, Podaje jedno z takich źródeł. może będzie pomocne:
      http://artlark.org/2014/08/24/sixteenth-century-feminist-the-art-of-lavinia-fontana/

      Usuń
    3. Dzięki za odp. ;)
      Ze swojej strony polecam "Gawędy o sztuce" dr Bożeny Fabiani w Programie 2 Polskiego Radia. Bardzo przyjemnie opowiada o życiu tej i innych malarek także.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały blog. Ciekawe historie doskonale opowiedziane. Brava! Mam nadzieję, że pierwsza książka nie będzie ostatnią.

    OdpowiedzUsuń