piątek, 3 sierpnia 2012

Dziewczyna czy tygrys?

Pewien król wpadł na perfidny pomysł karania przestępców. Umieszczał ich w pustym pokoju, w którym było tylko dwoje zamkniętych drzwi. Stawiał nieszczęśników przed tymi drzwiami, po czym informował, że za jednymi czeka głodny tygrys, a za drugimi - piękna dziewczyna. Skazaniec musiał wybrać, a od tej decyzji zależało, czy skończy w brzuchu drapieżnika, czy jako szczęśliwy mąż pięknej panny.
Któregoś dnia król przyłapał jakiegoś młodzieńca na amorach ze swoją córką. Nie waha się postawić pechowca przed zwykłą próbą. Jednak tym razem finał będzie inny, bo król ma za przeciwnika także zakochaną kobietę. Królewnie udaje się dowiedzieć, za którymi drzwiami kryje się tygrys. Wie, jak ocalić ukochanego, ale.... To przecież nie oznacza, że ich miłość znajdzie spełnienie! W duszy królewny walczą sprzeczne emocje: z jednej strony współczucie dla młodego człowieka, z drugiej - zazdrość o dziewczynę, którą miałby poślubić zamiast niej.
Nadchodzi dzień próby. Młodzieniec staje przed zamkniętymi drzwiami i w ostatniej chwili zerka na królewnę. Widzi nieznaczny ruch jej głowy - wskazuje mu drzwi! Otwiera je bez wahania i jego oczom ukazuje się... No właśnie, co?  Dziewczyna czy tygrys?
Haynes King, Zazdrość i flirt
Ta historia była tematem głośnej pod koniec XIX wieku powieści Franka Stocktona. Kończyła się ona takim właśnie pytaniem: co młodzieniec zobaczył w otwartych drzwiach? I nie dawała odpowiedzi, zostawiała czytelników z nierozwiązaną zagadką. Możecie sobie wyobrazić, że czuli się mniej więcej tak, jak wy teraz - co najmniej wystrychnięci na dudka. Nic dziwnego, że rzucili się z pytaniami do autora. Ten jednak, choć ciągle nagabywany, nigdy nie odpowiedział. Każdy sam musiał ocenić, czy miłość kobiety okazała się silniejsza niż zazdrość.


Petrus Knarren, Zazdrość
Kobieca zazdrość nie doczekała się w kulturze tak jednoznacznego symbolu, jak męska. O zazdrości myślimy Szekspirem - jest szaleńczą namiętnością, wybuchową mieszanką miłości i nienawiści, zielonookim potworem, który opętał Otella i kazał mu zamordować ukochaną. Kobieca zazdrość ma więcej niuansów i odcieni. Nie od razu wybucha, częściej chowa się po kątach, przybierając pozornie niewinne pozy. Ma smutną twarz dziewczyny z obrazu Haynesa Kinga, kryjącej się w cieniu i obserwującej spod okna flirtującą radośnie parę. Albo powściągliwe spojrzenie damy w zielonej sukni (na płótnie Knarrena) rzucone przez ramię w stronę zajętej sobą pary. To zazdrość ujęta w cywilizowane ramy dobrych obyczajów i łagodności, jaka przystoi kobiecie. Na grymas niechęci dama może sobie pozwolić jedynie wtedy, gdy jest całkowicie pewna, że nikt jej nie widzi, jak ukryta za ścianą kobieta na obrazie Toma Robertsa - na próżno wystrojona w białą suknię, bo ten, któremu chciała się podobać, migdali się z inną.
Tom Roberts, Zazdrość
Ale te powściągliwe reakcje, które przez wieki narzucały kobietom ramy konwenansu, to przecież tylko zasłona dymna. Pod spodem kłębią się te same emocje, które Otella doprowadziły do zbrodni, buzuje ten sam ogień, który może rozpalić byle iskra. A wtedy zrywa się trzymany na wodzy zielonooki potwór i łagodne anioły zamieniają się w harpie.


Paolo Veronese, Wybór Herkulesa
Jest ich w historii bez liku. Na początek mityczna Dejanira, do szaleństwa zazdrosna o Herkulesa, pragnąca za wszelką cenę zapewnić sobie jego dozgonną wierność. Powodowana zazdrością, łatwo daje się zwieść zapewnieniu, że osiągnie to dzięki koszuli, nasączonej krwią centaura. Nie wie i nie chce wiedzieć, że to pułapka. Opętana jedną myślą, podaje koszulę Herkulesowi i doprowadza do tragedii. Bo trucizna zaczyna palić i zżerać jego ciało. Nie może zrzucić koszuli, odrywa ją wraz z kawałkami ciała, aż w końcu, nie mogąc znieść katuszy, wybiera śmierć na stosie.


Aubrey Beardsley,
Salome z głową Jana Chrzciciela
Zazdrość popycha do okrucieństwa Herodiadę, żonę Heroda, tetrarchy Galilei - zazdrość o własną córkę. Widzi pożądliwe spojrzenia, jakie jej nowy mąż posyła tańczącej Salome, i mota intrygę, która pozwoli jej wykorzystać zmysłową urodę córki do zniewolenia Heroda i zabicia Jana Chrzciciela. Jan został pojmany, bo głośno pomstował, że Herodiada zdradziła swego prawowitego męża i żyje w rozpuście z Herodem. Tetrarcha nie chce go jednak zgładzić, boi się rewolty, jaką mogłoby wywołać zabicie proroka. Ale Herodiada dopina swego. Widzi, jak jej mąż patrzy na tańczącą dla niego Salome, słyszy, że obiecuje jej wszystko, czego zapragnie. Herodiada podpowiada córce, o co powinna poprosić, a Salome spełnia życzenie matki. Żąda, by na srebrnej tacy podano jej głowę Jana Chrzciciela. 

Filip Piękny i Joanna Szalona
Obłędna zazdrość kieruje poczynaniami Joanny, szesnastowiecznej królowej Kastylii, nazywanej Szaloną. Wpatrzona w swego pięknego męża, pragnie tylko jednego: mieć go wyłącznie dla siebie. A Filip jest obiektem pożądania wielu kobiet i skwapliwie z tego korzysta. Życie Joanny staje się pasmem udręk. I takie już pozostanie. Zielonooki demon zazdrości nie opuści jej nawet po śmierci męża. Joanna przez lata nie pozwoli go pochować. Będzie codziennie kłaść jego ciało do małżeńskiego łoża, codziennie ubierać je i rozbierać, całować, pieścić, nosić ze sobą w lektyce. I żadnej kobiecie nie pozwoli zbliżyć się do niego nawet na krok. 

Camille Claudel
Cztery wieki później to samo szaleństwo przekreśli życie genialnej francuskiej rzeźbiarki Camille Claudel, opętanej miłością do swego nauczyciela i mistrza Augusta Rodina. Dziś mówi się, że to jej Rodin zawdzięcza swoje najlepsze prace, że miała od niego większy talent, że przerosła mistrza. Ale trudno to do końca zweryfikować, bo w napadzie szaleństwa zniszczyła większość swoich rzeźb. Była chorobliwie zazdrosna o Rodina - o jego żonę, o miłostki z modelkami, o pracę. Gdy ją opuścił, życie Camille rozpadło się na kawałki. Ostatnie trzydzieści lat spędziła zamknięta w domu dla obłąkanych, opuszczona przez bliskich, sam na sam ze swymi demonami.

No wiec, dziewczyna czy tygrys?  Które drzwi wskazałyby swoim mężczyznom 
Herodiada, Joanna, Camille? Ja nie mam wątpliwości...

2 komentarze:

  1. Dziewczyna czy tygrys? Fajny paradoks. A może by tak zastosowac rachunek prawdopodobieństwa?

    OdpowiedzUsuń