poniedziałek, 3 września 2012

Służące i księżniczki

Najpiękniejsze portrety kobiet malowali prerafaelici. Dla nich kobieta sama w sobie była inspiracją. Jako obiekt uwielbienia, ideał piękna, symbol życia, wcielenie słodkiego grzechu i - przede wszystkim - jako modelka. Nikt wcześniej ani później nie potrafił tak pięknie oddać delikatności kobiecej twarzy, puszystości włosów, słodyczy spojrzenia, namiętności ust. Ich kobiety to anioły i ladacznice w jednym, zmysłowe istoty, które jednocześnie potępia się i ubóstwia - prerafaelitom najlepiej udało się uchwycić ten boski i ziemski wymiar.

William Holman Hunt, Dante Gabriel Rossetti. John Everett Millais 
Prerafaelici, czyli kto? 
Jest połowa XIX wieku, wiktoriańska Anglia. Grupka studentów 
malarstwa buntuje się przeciw sztywnym regułom akademickiej
sztuki. Chcą malować z natury, zachowując prostotę i szczerość, 
cyzelując szczegóły - tak, jak malowano przed Rafaelem. Zawiązują
stowarzyszenie, które przyjmuje 
nazwę Bractwo Prerafaelitów. 
Ich pierwsze obrazy, sygnowane tajemniczymi inicjałami PBR, 
bulwersują konserwatywną publiczność. Nie podoba się 
ten rodzaj realizmu, w którym Jezus ma brudne paznokcie, 
a Dziewica przypomina kwiaciarkę zza rogu. 
Ale zafascynowanych świeżością nowego spojrzenia 
jest więcej i wkrótce prerafaelici zyskują wiernych fanów, 
tak wśród wpływowych krytyków, jak i bogatych mieszczan. 
Dziś ich twórczość uznaje się za jeden z najbardziej 
inspirujących nurtów dziewiętnastowiecznej sztuki.
Fanów tego malarstwa już za kilka dni czeka prawdziwa uczta. 12 września w londyńskim Tate Britain zostanie otwarta  wielka wystawa sztuki prerafaelitów.  Będzie można do woli oglądać wszystkie sławne Ofelie, Prozerpiny i Ginewry, uosabiające wiktoriański ideał kobiecości. Ale czyje mają rysy? Kim były naprawdę portretowane przez prerafaelitów egipskie księżniczki, rzymskie boginie, szekspirowskie heroiny, celtyckie wróżki? Żadna z nich nie jest wytworem malarskiej wyobraźni, ale kobietą z krwi i kości, ze swoją własną historią. Były typowe dla swoich czasów - tak jak dzisiejsze żony i dziewczyny piłkarzy. Nieliczne wywodziły się z bogatych domów, ale w większości były to zwykłe dziewczyny z ludu, pokojówki, służące, panny pracujące w sklepach i pracowniach modystek. O Jane Morris, najsławniejszej z nich, już tu pisałam; teraz jest najlepszy czas, żeby przedstawić pozostałe.


John Everett Millais, Ofelia
Elizabeth Siddal pracowała w sklepie kapeluszniczym, kiedy wypatrzył ją jeden z prerafaelitów. Urzekły go jej zielone oczy, bujne, miedzianozłote włosy, smukła szyja. Została ich modelką, a pierwszym i najsłynniejszym obrazem, na jakim się pojawiła, jest "Ofelia" Millaisa. Tej przygody omal nie przypłaciła życiem. Artysta, wierny głównej zasadzie Bractwa, by malować z natury, wpakował Elizabeth do wanny napełnionej wodą. Pozowała w niej całymi godzinami, a choć Millais starał się podgrzewać wodę, to szybko stygła, a dziewczyna marzła. Przypłaciła to ostrym zapaleniem płuc, co wywołało furię jej ojca, który zażądał od malarza uregulowania rachunków za leczenie.
Scenę malowania Ofelii świetnie pokazuje nakręcony w 2009 r. serial BBC "Desperate Romantics", który mam nadzieję trafi kiedyś do Polski:



Elizabeth została później żoną Rossettiego, najsłynniejszego z Bractwa. Wtedy pozowała już tylko jemu. Rysował ją w nieskończoność, obdarzając jej delikatną twarzą o ciężkich powiekach swoją Rachelę, Beatrycze, eteryczne dziewczęta z arturiańskich legend.  Dziś mówi się, że liczba tych rysunków i obrazów idzie w tysiące.
Elizabeth Siddal
Sama Elizabeth też odkryła w sobie talent. Wiersze pisała już jako mała dziewczynka, zafascynowana poezją, odkąd znalazła na skrawku gazety, w jaki zawinięto masło, poemat Tennysona. Teraz zaczęła także malować. Nie wiadomo, czy i jak rozwinąłby się jej talent, bo umarła młodo. Miała 33 lata, gdy znaleziono ją martwą, po przedawkowaniu laudanum. Zażywała je nałogowo, nie mogąc sobie poradzić z depresją, w jaką wpadła po urodzeniu martwej córeczki.
Jej historia ma niesamowity ciąg dalszy, jak z gotyckiej powieści. Gdy Lizzie już leżała w trumnie, zrozpaczony Rossetti wetknął w jej włosy jedyną kopię swoich wierszy. Dziewięć lat później postanowił je odzyskać i wystarał się o ekshumację. Opowiadał potem, że ciało żony zachowało świeżość, a jej wspaniałe włosy rosły jeszcze po śmierci, bo rude zwoje wypełniały całą trumnę. Wyjął z nich pogryzioną przez robaki książeczkę, opublikował wiersze, ale przyjęto je źle. Ich nieskrywany erotyzm raził wiktoriańskie gusta. 


Dante Gabriel Rossetti, Lady Lilith
Fanny Cornforth  - to z nią związał się Rossetti po śmierci żony. Była prostą, wiejską dziewczyną, która pracowała w jego domu najpierw jako pokojówka, potem gospodyni. Zrobił z niej swoją kochankę i oczywiście modelkę. (Swoją drogą wątpię, by w otoczeniu Rossettiego była w ogóle jakaś kobieta, której nie namalował). 
Fanny Cornforth
i jej imponujące włosy
Fanny nie miała tak delikatnej, eterycznej urody jak Lizzie Siddal czy Jane Morris. Była zwyczajną, krzepką chłopką o rumianej twarzy i zaokrąglonej figurze, a z wiekiem mocno przytyła i malarz lubił ją nazywać "swoim drogim słoniem". Tym, co czyniło ją wyjątkową, były bujne, długie, ogniście rude włosy. To one prowokowały Rossettiego do obdarzania jej zmysłową twarzą lubieżnej Lilith czy występnej trucicielki Lukrecji Borgii.
Rossetti nigdy się z nią nie ożenił, ale na swój sposób pozostał jej wierny do końca życia. I to pomimo nacisków rodziny i przyjaciół, których raziło prostactwo Fanny. Mówiła z grubym akcentem, nie miała żadnych ambicji ani potrzeby, by nad sobą pracować. Wszyscy naciskali na Rossettiego, by jak najszybciej zakończył ten romans. Mimo to ich związek okazał się zadziwiająco silny, przetrwał ćwierć wieku, aż do śmierci malarza.


William Holman Hunt, Przebudzone sumienie
Annie Miller stała za barem, kiedy zobaczył ją William Holman Hunt. Z miejsca się zachwycił, a zaraz potem zakochał. Zaczął malować Annie i szybko poprosił ją o rękę. Zgodziła się, ale do ślubu nie doszło. 
Annie Miller na rysunku Rossettiego
Bractwo Prerafaelitów - jak każde bractwo - miało to do siebie, że jego członkowie dzielili przekonania, gusta, a koniec końców także i modelki. Kiedy więc Hunt, już zaręczony z Annie, wyjechał w podróż na Bliski Wschód, jego towarzysze obstąpili ją kołem. Urzeczeni jej urodą ("jest jak syrena", zachwycali się), prosili, by im pozowała. A przecież Hunt kazał jej się uczyć, a nie pozować! Kiedy wrócił, był wściekły, że nie usłuchała.  Zerwał zaręczyny, plany małżeńskie rozsypały się w proch.
Annie jednak wcale źle na tym nie wyszła. Nie wróciła do baru. Jej twarz królowała przecież na znanych obrazach, miała wielbicieli na pęczki. Jednym z nich był wicehrabia Ranelagh, który koniec końców wyswatał ją ze swoim kuzynem, młodym kapitanem. Annie była szczęśliwa w małżeństwie, szybko zmieniła się w dzieciatą, hożą matronę i dożyła pięknego wieku 90 lat.


Dante Gabriel Rossetti, Venus Verticordia
Zastanawiające, jak często Rossetti i spółka zaczepiali dziewczyny na ulicach. Zachowywali się identycznie, jak dzisiejsi fotografowie i łowcy modelek. Widząc ładną buzię, nie marnowali okazji. 
Alexa Wilding
Rossetti spotkał Alexę Wilding w pewien wiosenny wieczór, idąc do swego klubu. Miała białą skórę i płomiennorude włosy, a jego zachwycał ten typ urody. Natychmiast ją zagadnął, a dziewczyna zgodziła się mu pozować. Dla niej liczył się każdy dodatkowy grosz. Z trudem wiązała koniec z końcem pracując jako krawcowa, choć miała ambicje (czy raczej marzenia) zostania aktorką. 
Stała się ulubioną modelką Rossettiego w końcowym okresie jego twórczości. To rysy Alexy ma jego słynna Venus. Ale wiemy o niej mniej niż o innych muzach prerafaelitów. Może dlatego, że z żadnym z nich nie połączył jej romantyczny związek. Wiemy, że nie wyszła za mąż, że prawdopodobnie spędziła życie opiekując się dwojgiem dzieci swego wuja. Kiedy w 1882 roku umarł Rossetti, regularnie przynosiła świeże kwiaty na jego grób. Sama zmarła dwa lata później. Miała 37 lat. Nie została sławną aktorką, jak marzyła, ale przecież przeszła do historii.


Edward Burne-Jones, Oczarowanie Merlina
Maria Zambaco (i jej kuzynka Marie Stillman, o której niżej) wyłamują się z tej galerii pięknych, ubogich dziewczyn, zaczepianych przez malarzy na ulicy. Maria, z pochodzenia Greczynka, była córką bogatego kupca, siostrzenicą greckiego konsula w Londynie. Sama miała ambicje artystyczne, studiowała malarstwo i rzeźbę. 
Maria Zambaco na rysunku Rossettiego
Z prerafaelitami zetknęła się dzięki matce, która przyprowadziła Marię do pracowni jednego z nich, Edwarda Burne-Jonesa. Chciała, żeby jej piękna córka pozowała do obrazu "Amor i Psyche". No i pozowała, nawet kilka lat, a wszystko skończyło się wielkim skandalem.
Malarz bez pamięci zakochał się w swojej modelce i był gotów rzucić dla niej żonę. Opamiętał się dopiero wtedy, kiedy ta ostatnia zaczęła grozić samobójstwem. Ale do końca życia obsesyjnie malował twarz pięknej, ciemnowłosej Greczynki, z upodobaniem nadając jej rysy zwłaszcza wiedźmom i kusicielkom.


Dante Gabriel Rossetti, Koncert sielski
(z lewej Marie Spartali Stillman, z prawej Alexa Wilding)
Z Marie Spartali prerafaelici nie romansowali, choć malowali ją z upodobaniem. Była posągową pięknością, bardzo wysoką (miała prawie 190 cm wzrostu), o długich falistych włosach i przenikliwym spojrzeniu ciemnych oczu. "Jest tak piękna, że kiedy ją widzę, chciałbym usiąść i płakać" - mówił o niej Algernon Swinburne, poeta związany z prerafaelitami. Rossetti z kolei opisał ją jako najbardziej intelektualną ze swoich modelek. 
Wysoka i długowłosa
Marie Spartali
Ale Marie była taka jak oni, była artystką. Najpierw ich pilną uczennicą, a potem znakomitą malarką. Tematyka jej obrazów koncentrowała się wokół wątków charakterystycznych dla prerafaelitów - wybierała sceny z Szekspira, Dantego, Petrarki, malowała włoskie krajobrazy.
Wyszła za mąż - wbrew woli rodziców - za amerykańskiego dziennikarza Williama J. Stillmana i wyjechała z nim do Stanów. Po jego śmierci wróciła do Anglii i tu pracowała. Spisując swoją ostatnią wolę, zastrzegła: "Wydaje się dość absurdalne sporządzać testament, gdy nie ma się ani wartościowych rzeczy, ani pieniędzy". Absurdalne? Ech, Marie, jakże nisko się oceniałaś! Blisko dwieście obrazów, jakie zostawiłaś, dziś wycenia się na ponad 690 milionów dolarów...

Na koniec powinnam napisać o Effie Grey Ruskin, ostatniej słynnej modelce prerafaelitów (i żonie jednego z nich). Ale jej historia to na tyle smakowity, wiktoriański skandal, że zasługuje na osobny wpis. I na pewno go przygotuję. 
Na deser niezwykła animacja - najpiękniejsze kobiece portrety z muzyką Bacha w tle. Jest wśród nich jeden obraz prerafaelitów, na pewno go rozpoznacie, a szczegółowe informacje o wszystkich znajdziecie tutaj. Autorem tego pięknego filmiku jest Philip Scott Johnson.

10 komentarzy:

  1. Dzięki za ten wpis! Tym, którzy jak ja uwielbiają prerafaelitów, polecam "Desperate Romantics", super serial BBC z 2009 r. Nie wiem czy jest dostępny po polsku, ale tak czy inaczej warto zajrzeć! Niżej linki z info i trailerami.
    http://www.bbc.co.uk/desperateromantics/paintings/
    http://www.youtube.com/watch?v=S4Hdy-c9CoQ
    http://www.youtube.com/watch?v=g4BraAD71cE

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie dodałam scenę z tego filmu do posta, dziękuję Joanno za dobry pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo przyjemnie piszesz- od razu czuć lekkie pióro i gdzieniegdzie, niczym wisienkę na torcie- nutkę sarkazmu :) Pozdrawiam i oby tak dalej!
    eczytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że dobrze się czyta, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś Cię odkryłam - przypadkiem! Głupi ma czasem szczęście... Zapisuję się na stałe:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale komplement - dziękuję! Postaram się Cię nie zawieść!

      Usuń
  6. Pisz, pisz, pisz. Też kocham dobrze opowiedziane historie, a takich u Ciebie dostatek:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzień dobry!
    Okropnie porwały mnie Pani wpisy- co prawda, nie zdążyłam przeczytać jeszcze wszystkich lecz do grona "wielbicieli" już się włączyłam! ;)
    Według mnie, średniowiecze tutaj nie pasuje:
    "Chcą malować z natury, zachowując prostotę i szczerość,
    cyzelując szczegóły - tak, jak malowano w średniowieczu, tak,
    jak przed Rafaelem"
    Oni odrzucili średniowiecze, w sztuce gotyckiej chodziło o pokazanie męki chrystusowej, gotyckie dzieła nie szczędzą sobie szczegółów, tryskająca z Jezusa krew ma osłabić widza i zaciągnąć go do stanu depresji. To kłóci się z ich formą. Prerafaelici również nie potępiają w swoim kunszcie głupoty ani nie przedstawiają brzydoty. Ich święci nie przypominają o wyroku, który czeka człowieka ani też nie są wzniośli czy nieprawdziwi. Giotto di Bondone (trecento) odrzuca brutalność, przepełnia obraz harmonią i naturalnością, zmienia kolorystykę (od gotyckiej) i też nie idealizuje jeszcze postaci. Wydaje mi się, że Prerafaelici chcieli być właśnie tam: pomiędzy gotykiem a Rafaelem. Choć może się mylę.
    Aberracja!
    Szkoda, że nie ma nic o Beatrycze z dzieła Holiday'a- ale może z czasem? ;)
    U Prerafaelitów najbardziej lubię ich główny temat. (ale kontestowanie akademickiego szyku także doceniam- co by było gdyby każdy tworzył tak samo!) Ale w tym przypadku jestem ograniczona, prosta i wulgarna: upodobałam sobie głównie urodę "ich" kobiet niźli ważne przedmioty ich zachwytów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie i od razu przyznaje rację - jasne, średniowiecze wcale tu nie pasuje, chodzi o wczesny renesans, zupełnie bezmyślnie to uprościłam, już poprawiam!
      Z czasem będzie i o Beatrycze Henry'ego Holidaya (uwielbiam ten obraz!) i smakowita historia małżeństwa Ruskina (w połowie utkana ze zmyśleń) też pewnie się tu znajdzie. Ale nie chcę nadmiernie epatować swoją prerafaelicką pasją, więc trochę muszę odczekać.
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  8. Obrazy odznaczały się ostrym kolorem, drobiazgowym i nienaturalnym traktowaniem realiów (np. piękna topielica w lustrzanej, kryształowej wodzie pokrytego kwiatami strumienia). ....Skąd my to znamy ?.

    OdpowiedzUsuń