środa, 29 maja 2013

Na obcasach

Uwielbiam przyglądać się arcydziełom malarstwa szukając w nich śladów codzienności sprzed wieków. Popatrzcie na ten wspaniały obraz Jana van Eycka. Pochodzi z 1434 roku i przedstawia małżonków Arnolfini - włoskiego kupca z Lukki i jego brzemienną żonę. Historycy sztuki analizują detale portretu, doszukując się w nich dodatkowych znaczeń. Lustro jest symbolem czystości, ułożone pod oknem owoce - niewinności, a czerwone łoże to znak miłości i oddania małżonków. Wszystkie te detale - przy całej ich symbolice - to jednak przede wszystkim zapis stylu życia tamtych lat, zatrzymana w pięknym kadrze chwila zwykłej codzienności mężczyzny i kobiety sprzed siedmiu wieków.

Spójrzcie na ich buty, patynki, jak je nazywano. Mężczyzna, pozując do portretu, niedbale je porzucił. Leżą obok - drewniaki, o dość wysokich obcasach, mocowane do stopy szerokim pasem skóry. Buciki jego żony wsunięte są pod przykrytą czerwoną tkaniną ławę. Też są drewniane, ale obcasy mają niższe i szersze, dzięki temu są bardziej stabilne. To naturalne, bo przecież takich właśnie obcasów potrzebowała ciężarna kobieta, chodząca po zabłoconych, śliskich uliczkach ówczesnych miast. Obraz van Eycka podsunął mi pomysł tego posta - dziś będzie o obcasach.



Strasznie dużo narosło wymysłów na ich temat. Są atrybutem kobiecej elegancji i nie zawsze akceptowanej zmysłowości. Część kobiet je kocha, druga część – kontestuje, jako symbol płciowej pułapki, wymyślonej przez wrednych macho dla własnej, chutliwej radości. Ale wystarczy zajrzeć do historii, żeby się przekonać, że obcas jako atrybut kobiecości to czysty mit. Po pierwsze, wymyślono je dla ochrony, a nie dla szyku. Po drugie, wcale nie były domeną kobiet - to mężczyźni lubili je bardziej i nosili częściej. Po trzecie, gdyby nie męskie zamiłowanie do wojen (tak, tak!), pewnie do dziś biegałybyśmy na płaskich obcasach i nikt nie kruszyłby kopii o rujnujące kobiece zdrowie dziesięciocentymetrowe szpilki.

Przez całe tysiąclecia wszyscy doskonale obywaliśmy się bez obcasów. Buty starożytnych Greków i Rzymian składały się ze skórzanej płaskiej podeszwy, którą utrzymywały na stopach motane wokół kostek rzemyki. Wysokie obcasy, koturny, nosili jedynie aktorzy. Z czysto praktycznych względów – by widzowie w amfiteatrach mogli ich lepiej widzieć. W średniowieczu zakładano chodaki – jak te na obrazie van Eycka – ale one też nie miały nic wspólnego z elegancją. Chroniły po prostu skraj długich szat przed unurzaniem w błocie, a nosili je wszyscy – i kobiety, i mężczyźni. Dopiero w XVI wieku pojawił się obcas w takiej (mniej więcej) formie, jaką znamy dziś.

Buciki szesnastowiecznych wenecjanek  i współczesne Lady Gagi. Podobne?



Lady Gaga daje radę!
Wszystko zaczęło się od sławnych bucików szesnastowiecznych wenecjanek. Również wymyślonych dla ochrony, a nie dla urody. Damy, wyprawiające się na ulice swego pięknego, jednakowoż zalewanego nieustannie wodami laguny miasta, musiały jakoś ochronić stopy, a przede wszystkim skraj drogich, jedwabnych sukien. Wymyśliły więc chodaki na obcasie, tzw. chopiny. Ich spacerowe buciki wsparte były na słupku, znajdującym się mniej więcej w połowie stopy, bardzo wysokim, czasem nawet 75-centymetrowym! Chodzenie na takich szczudłach powodowało nienaturalne wychylenie ciała naprzód i wymagało niebywałej zręczności. Pozostaje dla mnie zagadką (a noszę obcasy), jak one dawały sobie z tym radę na śliskich od wody ulicach. Co mądrzejsze szły po rozum do głowy i wędrowały ze służącymi po obu bokach. W końcu noszenia tych "pantofelków" oficjalnie zakazano – m.in dlatego, że naówczas w Wenecji dramatycznie wzrosła liczba poronień. Survival na szczudłach miał swoją cenę…
Te dość przerażające weneckie buciki miały jednak swoją urodę. Niektóre bywały całkiem ładne, ozdobione haftami i biżuterią albo pomponikami z jedwabiu. Choć jestem skłonna sądzić, że nie wynikało to ze specjalnej miłości kobiet do chodaków, tylko z przyrodzonej nam skłonności do upiększania codzienności. Kobieta ozdobi nawet swoje narzędzie tortur! Że jednak można było w tym stąpać samodzielnie, pokazuje dziś Lady Gaga. Jej fantastyczne obcasy wypisz wymaluj przypominają buciki wenecjanek. I dziewczyna jakoś daje radę...

Ludwik XIV i jego czerwone obcasiki
Tak czy inaczej, czasy renesansu oswoiły obcas na tyle, że w XVII wieku stał się już codziennością. Ale nie dla kobiet. To panowie odkryli wtedy jego wspaniałe zalety. Okazało się, że znakomicie sprawdza się podczas jazdy konnej, a już zwłaszcza w bitwie. Idealnie blokował stopę jeźdźca, który pewnie stawał w strzemionach i mógł do woli razić wroga ze swoich łuków i rusznic. 
Byłoby jednak przesadą sprowadzać męską miłość do wysokich obcasów wyłącznie do tych praktycznych względów. Nie oszukujmy się – panowie polubili je także dla ich urody. Proszę bardzo, oto Ludwik XIV, Król Słońce, i jego słynne czerwone obcasiki. Wykwintne królewskie buty miały także podeszwę w takim samym kolorze. Czerwony barwnik był kosztowny, a więc niedostępny dla byle łachudry. Ludwik XIV zrobił z tej czerwieni wyznacznik stylu klas wyższych, co przyjęło się w całej Europie (w Polsce też mieliśmy karmazynową szlachtę). Czerwień nobilitowała, więc niebawem już wszyscy mężczyźni na francuskim dworze migali purpurowymi obcasami. Dość wysokimi, a za Ludwika XV wzrosły one jeszcze bardziej, bo natura poskąpiła królowi wzrostu. 

Pantofelki Marii Antoniny
Potem przyszły czasy Marii Antoniny, powszechnie uznawane za szczyt nieumiarkowania w modzie i stylu. Piętrowym fryzurom dam miały towarzyszyć równie niebotyczne obcasy. Ejże, guzik prawda! Historia mówi zupełnie co innego. Pantofelek z lekkiej wełny, zgubiony przez Marię Antoninę na szafocie i przechowywany do dziś w muzeum w Rouen, ma całkiem rozsądny obcasik. Sześciocentymetrowy. Osiemnastowieczne elegantki wcale nie szalały za obcasami bardziej niż ich mężowie (powiedziałabym, że nawet mniej). W ubiegłym roku sensacją były wystawione na aukcji w Paryżu zielono-różowe pantofelki Marii Antoniny, które widzicie na zdjęciu (dla ciekawych: rozmiar 36 i pół), sprzedane za niebotyczną sumę 50 tys. euro. Ładne, ale przecież niewysokie. Do przyjęcia dla każdej z nas, nawet tych, które wiecznie biegają w tenisówkach. 

Swoją pięknie rozpoczętą karierę obcas zawiesił na czas Wielkiej Rewolucji. Ale co się dziwić - jako atrybut arystokratów był najlepszą rekomendacją na gilotynę. Dlatego na parę lat zniknął z historii mody, najpierw we Francji, a potem w całej Europie. Elegantki czasów klasycyzmu preferowały płaskostopie. Cesarzowa Józefina i panny z powieści Jane Austen nosiły do swoich prostych, zwiewnych sukienek płócienne baletki i płaskie trzewiczki. Ta klasyczna prostota jednakowoż szybko się znudziła. W latach trzydziestych XIX wieku kobiety musiały dodać sobie wzrostu. Zaczęły nosić krynoliny i turniury, i nie mogły wyglądać w nich jak strusie jaja! Obcas stał się koniecznością. Ciągle jeszcze był niewidoczny, ciągle ukryty pod długą suknią, ale już wkrótce miały nadejść jego najlepsze czasy …

Pod koniec XIX wieku obcasy niewiele się już różniły od współczesnych. Powędrowały na skraj buta, pod piętę, podbicie wspierało się na drewnianej lub metalowej części podeszwy. Kobiety (i ich buciki) były gotowe na największą rewolucję w modzie. Lada dzień miały zrzucić długie suknie i odsłonić nogi, których urody nic tak nie uwydatnia, jak zgrabny pantofel na obcasie. To właśnie wtedy, na początku XX wieku, obcasy stały się atrybutem kobiet. Ani myślała rezygnować z nich Coco Chanel, wielka admiratorka kobiecej wygody. Jej słynne dwukolorowe pantofelki są od dziesięcioleci niemal takie same, ewoluuje tylko obcas, dostosowany do zmieniającej się linii sukien, spódnic i kobiecej sylwetki. 

Piękne nogi Marleny Dietrich na obcasach są jeszcze piękniejsze
Nie zrzuciłyśmy obcasów nawet wtedy, gdy z nieba leciały bomby. W czasie II wojny światowej pojawił się wręcz nowy trend – koturny, teoretycznie robione z korka, ale z powodu totalnego braku wszystkiego, częściej z drewna. Ciężkie, niewygodne, mało praktyczne, hałaśliwe, raczej niepiękne. Nie szkodzi, odbiłyśmy to sobie po wojnie. 
New Look Christiana Diora (1947)
Już w 1947 roku Christian Dior zaproponował kobietom swój New Look – eleganckie sukienki, do których zakładałyśmy cienkie jak igła szpilki. To chyba najlepsze obcasy dla kobiecych nóg. I straszne dla drewnianych podłóg! W latach pięćdziesiątych wiele budynków użyteczności publicznej broniło się przed dziurawiącymi podłogę elegantkami, wprowadzając zakaz wchodzenia do nich w szpilkach. Niemniej obcasy miały się znakomicie aż do lat 60. Wtedy to niespodziewanie (razem z palonymi stanikami) znalazły się w centrum ideologicznej wojny. To występne narzędzie uprzedmiotowienia kobiet, wymyślone po to, by zmienić je w bezbronne i bezwolne (na tych obcasach) ofiary męskiej chuci – uznały feministki. Oj tam, oj tam. Powinny były lepiej uważać na lekcjach historii. Wiedziałyby, że to męski wynalazek.

No właśnie, a co z panami? Ich obcasy przez cały wiek XX utrzymywały się na rozsądnej wysokości. Wyjątkiem były modne w latach siedemdziesiątych buty na platformie, w których męczyli się solidarnie przedstawiciele obydwu płci (zobaczcie filmik niżej, zwłaszcza ostatnie sceny). No i cały czas są modne teksańskie buty do konnej jazdy z charakterystycznym, ściętym, pokaźnym obcasikiem. Zadziwia ich nieustająca popularność wśród mężczyzn, którzy życie kowboja znają tylko z filmów. Ale co się dziwić. Jak wiadomo, mężczyzna na obcasach wyjątkowo dobrze trzyma się w siodle…




Źródła: Maguelonne Toussaint-Samat, Historia stroju
François Boucher, Historia mody
Zdjęcia: Wikimedia Commons, sjcme.edu, eons.com, tumblr.com, highonshoes.com, batashoemuseum.ca

19 komentarzy:

  1. Ojej, moje ukochane obcasy*_* Teraz zrób tylko artykuł o gorsetach i będę szczęśliwa. Ich chyba mężczyźni nie nosili pierwsi, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgłębię temat gorsetów i mam nadzieje, że tym razem panowie nie wejdą nam w paradę :)

      Usuń
    2. W ramach porady: Zacznij od założenia i zasznurowania go. Niezapomniane przeżyciexD

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prunelki, tak, to taka ładna i kompletnie zapomniana nazwa.
      A co do obcasów - ja nauczyłam się na nich chodzić którejś śnieżnej zimy. Zauważyłam, że wyjatkowo dobrze trzymam sie ziemi, wbijając w zaspy szpilki. I tak już z nimi zostałam, a kregosłup, póki co, nie zgłasza sprzeciwu

      Usuń
  3. Zgłosił za to Lady Gadze, nie można nezkarnie chodzić w TAKICH butach. I zgłosił polskiej Lady Gadze czyli Dodzie. Ale to ich problem, co zrobią ze swoimi kręgosłupami. Bardzo mi się podoba tekst o obcasach. Buciki Marii Antoniny warte swojej ceny, W końcu nosiła je królowa. Bardzo czekam na tekst o gorsetach. Tym bardziej, że wróciły do mody. Nie takie, jakie nosiła Scarlett O'Hara, ale dobrze modelujące sylwetkę. Dolly Parton w filmie Stalowe magnolie (1989): "Odkąd skończyłam 16 lat nie wyszłam z domu bez gorsetu". To rozumiem!

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiście miało być "bezkarnie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, naprawdę doceniam swoje szczęście i kręgosłup, bo bardzo lubię wysokie obcasy
      Gorsetu nie noszę, ale podejdę do tematu z równą miłością

      Usuń
  5. Ale fajne! Wciąż mnie zaskakujesz, nawet tekstu o obcasach nie zaczynasz od buta na szpilce. Ale jedno mam Ci za złe: zamiast spać, czytam Cię po nocach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja Ciebie też... Wielkie dzieki

      Usuń
  6. Andromedo! Przyznaję się ze wstydem, iż nie zwracałam uwagi na takie detale na obrazach i.... i nigdy mnie nie interesowały buty... Widać błąd! dzięki za fantastyczny tekst.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że to ja powinnam się wstydzić, że zajmują mnie głupie drobiazgi. Ale bardzo się cieszę, że uznałaś to jednak za coś wartego uwagi! Serdecznie pozdrawiam

      Usuń
  7. To prawda, Lady Gaga to zjawisko w show biznesie, nie sposób ją sklasyfikować jednoznacznie, to jedno trzeba jej przyznać. Dzięki za ciekawy post, ale takie butki nie dla mnie ^ ^ Wolę trampki ;)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jedno "ale": pani Arnolfini najprawdopodobniej nie była wcale w ciąży, para ta nigdy nie doczekała się dziecka. Oczywiście istnieje wiele teorii na ten temat, ale wielce możliwym jest iż zielony kolor sukni (symbolizujący nadzieję) i krój uwydatniający brzuch to tylko kwestia wszechobecnej mody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, o tym nie widziałam. Panią Arnolfini przywykliśmy powszechnie uważać za przyszłą mamę, wręcz ikoniczny symbol kobiety w ciąży. W sieci natknęłam sie np. na zdjęcia ciężarnej Angeliny Jolie, wystylizowanej na panią z obrazu van Eycka, ubranej w długą, zieloną suknię. http://rumerhasitt.blogspot.com/2008/05/seperated-at-birth.html
      Ale jak widac historia nie lubi być jednoznaczna...

      Usuń
    2. Widziałam ten obraz w szkolnych ćwiczeniach od historii. Autorzy twierdzili, iż kobieta nie jest w ciąży - po prostu ma na sobie kilka warstw ubrań. Nie wiem, ile w tym prawdy - twórcy często się mylą.

      Usuń
  9. „To występne narzędzie uprzedmiotowienia kobiet, wymyślone po to, by zmienić je w bezbronne i bezwolne (na tych obcasach) ofiary męskiej chuci – uznały feministki. "

    Padały takie hasła i dalej padają, bo feministki nie są takie same. Ale muszę podkreślić, że feministki w większości nie potępiają kobiet na obcasach. Bronią ich. To osoby nie będące feministami twierdzą, że kobieta nosząc szpilki prowokuje. Rzucają obraźliwe teksty o prostytutkach. Mówią, że porządna kobieta takich butów nie nosi. Feministki chcą zwalczyć takie obrażanie kobiet i ocenianie ze względu na ubiór.

    „Oj tam, oj tam. Powinny były lepiej uważać na lekcjach historii. Wiedziałyby, że to męski wynalazek.”
    Tego można nie zapamiętać i nie widzę w tym nic dziwnego. Na lekcjach historii nie uczą takich rzeczy. Ja to wiedziałam wcześniej, ale nie z podręcznika. To historia mody. Mało istotna na maturze. Może na zdjęciu w podręczniku można wypatrzeć i dojść do takiego wniosku, ale nie każdy się przygląda, jakie kto ma buty. Również, jak jest sam facet na obrazku to nie można porównać co w tym czasie nosiła kobieta i kto wcześniej nosił dany strój. Jakie buty nosili starożytni to jeszcze opisywano, ale później głównie stroje wojskowych były istotne.

    Dobrze, że o tym piszesz, bo więcej ludzi się w ten sposób o tym dowie. Bo z historii to raczej nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam o latach 60. Dziś żadna szanująca się feministka nie protestowałaby przeciw wysokim obcasom, nie ryzykując ośmieszenia. A co do historii mody czy estetyki: zgoda, faktycznie do matury taka wiedza nie jest potrzebna - zwłaszcza u nas. Ale może powinna - zwłaszcza u nas? Zważywszy na średnią polskich gustów estetycznych (akurat z modą nie jest tak źle, gorsze są miasta przypominające reklamowy śmietnik, nad którym rosną gigantyczne gargamele i makabryły) takie lekcje wyglądają na towar pierwszej potrzeby.

      Usuń
  10. Andromedo, twój blog jest wspaniały.Wczoraj dowiedziałam się o jego istnieniu i czytam w każdej wolnej chwili.Dziękuję.

    Co do butów, warto dodać,że bardzo długo były szalenie niewygodne gdyż nie profilowano ich na lewą i prawą stopę- oba były jednakowe. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń