środa, 15 sierpnia 2012

To zła kobieta była

Tak skwitował ktoś na forum życie carycy Katarzyny II. Myślimy o niej słowami z piosenki Jacka Kaczmarskiego. Okrutna, niewyżyta Niemra, która "pałace stawia, głowy ścina, kiedy jej przyjdzie na to chęć", a tych, którzy się jej postawią, puszcza nago po śniegu dookoła Kremla. Ale co się dziwić, skoro Katarzyna najpierw wpakowała nam na tron swego kochanka, a potem zagarnęła połowę kraju. 
Tyle tylko, że te jej cechy, które dla nas są powodem do nienawiści, dla innych są oznaką politycznego geniuszu. Nie bez powodu kanclerz Angela Merkel trzyma na biurku portret swojej rodaczki. Bo ta niemiecka księżniczka, która przybyła do Rosji jako czternastoletnia narzeczona cara, potrafiła nie tylko poradzić sobie w obcym świecie, ale także ułożyć go po swojemu. I sprawić, by ci, których się bała, koniec końców tańczyli tak, jak ona im zagra.
Katarzyna Wielka. Gra o władzę
Jedną z najodważniejszych kobiet w dziejach nazywa ją Ewa Stachniak, autorka biograficznej powieści, która pod koniec sierpnia pojawi się w księgarniach. Książka pokazuje, jak rodziła się wielkość potężnej carycy - w skomplikowanej sieci pałacowych spisków, intryg i romansów. Wygrywał ten, kto potrafił szybko myśleć, błyskawicznie reagować i kto nie bał się stawiać spraw na ostrzu noża.
Katarzyna w tej grze okazała się świetna. Była bystra, miała dość odwagi i co charakterystyczne, potrafiła do swoich celów używać mężczyzn (określenie może brzydkie, ale odpowiednie). Nawet ci najwybitniejsi szli na jej pasku, na początku zafascynowani urodą i wdziękiem dziewczyny, a potem - potęgą i majestatem carycy Wszechrusi.
Młodziutka Katarzyna
tuż po przyjeździe do Rosji
Zofia, bo tak miała na imię zanim została żoną carewicza, urodziła się w Szczecinie, w książęcym, ale nieprzesadnie świetnym domu namiestnika Pomorza. Nic dziwnego, że oferta małżeńska, jaka nadeszła z Rosji, została przez jej rodzinę uznana za prawdziwy dar niebios. Oto caryca Elżbieta  prosiła o rękę księżniczki dla Piotra, swego siostrzeńca i następcy tronu. Zofia, choć miała zaledwie 14 lat, też uznała, że to dla niej wielka szansa. Zaaranżowane małżeństwo nie zapowiadało się tragicznie. Piotr był tylko rok od niej starszy, więc nie groziło jej, że wyląduje w łóżku odrażającego, chutliwego starca. Pełna nadziei, czym prędzej wyruszyła w długą, trwającą trzy miesiące podróż do St Petersburga.

Piotr i Katarzyna
na jednym z niewielu wspólnych portretów
Ale potem przyszło to, co najczęściej zdarza się w takich historiach. Wielkie rozczarowanie. Narzeczony, owszem, był młody, ale i głupi jak but, w dodatku ze szpetną twarzą, poznaczoną śladami po ospie. Jego ulubioną rozrywkę stanowiło przydeptywanie trenów sukien i płaszczy gości na przyjęciach, w co zabawiał się nawet na swoim ślubie, wybuchając przy tym przeraźliwym śmiechem. Noce spędzał na pijaństwach, zjawiając się w małżeńskiej sypialni dopiero nad ranem, zalany w sztok. No i żaden był z niego pożytek w łożu - wstydliwą dolegliwością księcia była tzw. stulejka, zwężenie napletka, uniemożliwiające współżycie. W efekcie małżeństwo z młodą żoną skonsumował dopiero kilka lat po ślubie, po długo odkładanej interwencji medyka.

Zofia, a właściwie już Katarzyna, bo takie imię przybrała na prawosławnym chrzcie, co najmniej siedem lat trwała w seksualnej ascezie. Ale nie traciła czasu. Uczyła się rosyjskiego i namiętnie czytała. Interesowały ją nowe teorie polityczne, pochłaniała historyków i filozofów, przebrnęła przez całego Woltera. To naprawdę było coś, zwłaszcza w osiemnastowiecznym Petersburgu, gdzie połowa dworzan nie umiała czytać, a pisać potrafiła najwyżej jedna trzecia. Ale jak długo młoda, ładna i ambitna kobieta może tkwić w bibliotece? Po siedmiu latach Katarzyna uznała, że czas zażądać od życia więcej i - znalazła sobie kochanka.
Od tego pierwszego związku zaczyna się jej dojrzewanie jako kobiety i jako królowej. Wydaje się, jakby każdy z mężczyzn stanął na jej drodze w idealnym momencie, zesłany przez los, by pomóc Katarzynie w jej zamierzeniach.
Ten portret idealnie pasuje do łatki
 rozpustnej carycy, jaką przypięła jej historia
Miała wielki apetyt seksualny i wielu kochanków, z czym się specjalnie nie kryła, zwłaszcza od śmierci męża. Pewno dlatego z czasem historia przyprawiła jej gębę wyjątkowej rozpustnicy, nowożytnej Messaliny. Ile w tym prawdy? Sądzę, że niewiele. Pamiętajmy, że był to wiek XVIII, w którym panowało powszechne rozluźnienie obyczajów. Większość władców miała liczne kochanki i setki romansów, z którymi wcale się nie kryła. Katarzyna po prostu dopasowała się do ducha swojej epoki. Tyle tylko, że nawet te libertyńskie czasy były wyczulone na pewną drobną różnicę. Otóż liczne miłostki - czyli to, co z mężczyzny czyniło wspaniałego macho - z kobiety robiły zwykłą nierządnicę. Dlatego Katarzyna bulwersowała, nawet swoich współczesnych. Austriacka cesarzowa Maria Teresa zapisała, że poczynania carycy napełniają ją najwyższym "wstrętem i przerażeniem". Inni publicznie byli tego samego zdania i stąd - z tej osiemnastowiecznej hipokryzji, która do poczynań kobiet i mężczyzn nie potrafiła przyłożyć tej samej miary - zrodziła się okropna reputacja Katarzyny, której nie pozbyła się do dziś.

Jak skrzętnie wyliczyli historycy, miała 23 kochanków, a przynajmniej tylu można być pewnym. Oto shortlista najważniejszych:
Siergiej Sałtykow dał jej syna
Pierwszy był Siergiej Sałtykow, szambelan dworu jej męża. 23-letnia Katarzyna zakochała się w nim na zabój. To on, jak się przypuszcza, był ojcem jej pierwszego dziecka, przyszłego cara Pawła. On też doprowadził w końcu do usunięcia kłopotliwej stulejki Piotra - przestraszony ciążą Katarzyny musiał zrobić wszystko, by dziecko mogło być uznane za prawowitego syna cara. Po trzech latach ognistego romansu Sałtykow znudził się Katarzyną i zaczął brać sobie inne kochanki. A ona? Ona zrobiła to samo.


Staś Poniatowski zapewnił romantyczne uniesienia
Jej związek ze Stanisławem Augustem Poniatowskim uchodzi za najbardziej romantyczny. Ona miała 25 lat, on 23. Byli do siebie podobni - oboje piękni, młodzi, dobrze wykształceni, rozumieli się doskonale. Staś zostawił nam jeden z lepszych opisów wyglądu Katarzyny. Od niego wiemy, że w młodości była szczupłą brunetką o smukłej talii. Miała płeć olśniewającej białości, żywe rumieńce, duże niebieskie oczy pełne wyrazu, długie czarne rzęsy, cienki nos, i usta, jak pisał, wołające o pocałunek.
Poniatowski też był niczego sobie - nazywano go "polskim adonisem". Zjawił się na rosyjskim dworze jako sekretarz brytyjskiego ambasadora sir Charlesa Williamsa, z którym Katarzyna bardzo się zaprzyjaźniła. To dzięki rozmowom z nim obudziły się w niej ambicje polityczne. Wiedziała, że aby znaczyć cokolwiek na rosyjskim dworze, powinna zacząć montować własne stronnictwo. Z pomocą Williamsa - i za pożyczone od niego pieniądze - szybko się za to zabrała. 


Grigorij Orłow utorował jej drogę do władzy
Następny kochanek Grigorij Orłow, przystojny oficer gwardii, odegrał główną rolę w przejęciu przez nią władzy. Był to czas, kiedy małżonek Katarzyny wreszcie zasiadł na tronie Rosji, po śmierci swej ciotki. Jak się okazało, tylko na pół roku. Piotr był fatalnym carem - nienawidził Rosji, kochał Prusy (do końca życia nie nauczył się dobrze mówić po rosyjsku) i cały swój kraj chciał urządzić na pruską modłę. Na początek zbuntowało się wojsko, które Piotr przebrał w pruskie mundury. Katarzyna z miejsca to wykorzystała. Chciała władzy i zamierzała ją mieć - za wszelką cenę. Doszło do zamachu stanu, w którym najważniejszą rolę odegrał Orłow i jego dwóch braci. Jeden z nich własnoręcznie udusił cara, trzymanego przez spiskowców w areszcie domowym. Dla Katarzyny droga do władzy stała otworem. Po koronacji stała się wszechwładną imperatorową, a Orłow - jej pierwszym oficjalnym faworytem. Na całe dziesięć lat.
Hrabia Potiomkin dał przyjaźń i...
sprawdzoną listę swoich następców 
Potem przyszli inni, ale najważniejszy był hrabia Grigorij Potiomkin, ponoć największa miłość Katarzyny. Kiedy się spotkali on miał 36 lat, ona dziesięć lat więcej. I brzydko się starzała. Po urodzie opisywanej przez króla Stasia nie został nawet ślad. Z portretów patrzy nalana twarz z podwójnym podbródkiem, oczy zrobiły się wyłupiaste, cienki nos zakrzywiony jak u czarownicy. Ale miała coś, co było dla mężczyzn nie mniej pociągające - absolutną władzę i ostry umysł, który pozwalał jej wciąż być na fali.
Romans z Potiomkinem trwał ledwie dwa lata, ale przyjaciółmi pozostali do końca życia. Ambitny hrabia nie zamierzał tracić swojej pozycji na dworze wraz z emigracją z łóżka carycy. Pragnął wpływać na Katarzynę, współdecydować o losach państwa. I to mu się w pełni udało. Zapewne dlatego, że znalazł sobie całkiem nową rolę w intymnym życiu Katarzyny - stał się dostawcą jej kolejnych faworytów, sutenerem, powiedzielibyśmy dziś. A to pozwoliło mu mieć pełną kontrolę nad tymi, z którymi caryca była najbliżej.

Ostatni na liście, Płaton Zubow.
Zapisze się w historii jako jeden ze spiskowców,
którzy obalili syna Katarzyny, cara Pawła I
Ostatnim na jej liście był dowódca warty pałacowej Płaton Zubow, przywoływany chętnie przez historyków jako dowód wyjątkowej chuci Katarzyny. Faktycznie, dzieliła ich przepastna różnica wieku - ona miała 62 lata, on 22. Tyle tylko, że w libertyńskim XVIII wieku takie niedobrane pary kochanków wcale nie były rzadkością. Słynna Polka, madame Aleksandra Zajączek, o której już tu pisałam, też brała sobie dwudziestoletnich kochanków, choć sama dawno przekroczyła siedemdziesiątkę. Jakoś nikt nie ma jej tego za złe. A Katarzynie i owszem. 

Co znamienne, caryca swoich kochanków nie pozbawiała głów, kiedy już wypadli z jej łask. Ani nawet wtedy, gdy sami ją zdradzili, jak Sałtykow czy Orłow. Nie pozbywała się ich tak, jak Henryk VIII swoich żon, regularnie posyłając je pod katowski topór. To zła kobieta była? Może i tak. Ale to zwykle mówią mężczyźni.

18 komentarzy:

  1. Ponoć Katarzyna sama wymyślała legendy seksualne na swój temat. Podobało się jej, ze inni maja ją za rozpustną heterę i drżą na jej widok. Niezły był z niej numer!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerosła tych wszystkich facetów i dlatego sobie poradziła. Nabrałam do niej sympatii po tym tekście
      Martyna

      Usuń
    2. Owszem była ze Szczecina ale nie była Polką, bo Szczecin też nie był wtedy polski

      Usuń
  2. jeśli ona jest sympatyczna to ja jestem papież
    widać jak na dłoni, ze to zła kobieta była....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro piszesz, że to zła kobieta była, oznacza to, że nie lubisz i boisz się mądrych i wykształconych kobiet. Nieprawda? To sam sobie odpowiedz na pytanie: czy masz przynajmniej tytuł magistra? No oczywiście, że nie :)

      Usuń
  3. Dobry tekst.Zapraszam do wymiany linków

    http://obliczaswiata.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. tak panowie najciekawsze w tym wszystkim jest to że ona tam sama była i przeżyła i jeszcze rządziła, A O TO WTEDY CHODZIŁO panowie To nie była młynareczka tylko polka ze szczecina; tak czy nie- i czapki z głów to CESARSKI ród (:0) A jak by nikt jej nie kontrolował to jaka byłaby dziś RZECZPOSPOLITA?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem była ze Szczecina ale nie była Polką, bo Szczecin też nie był wtedy polski

      Usuń
    2. Co za bzdury! Wg mnie Katarzyna jest bardzo przereklamowaną władczynią. Owszem, była dobrym politykiem ale czy jej "szarym" poddanym żyło się lepiej?
      X

      Usuń
    3. To zbiedniała Niemra była, dlatego potem odbijała sobie chude dzieciństwo rozpasaniem w strojach i wszelkich bogactwach. Była też NA PRAWDĘ złą kobietą, nie tylko rozpustną, ale i mściwą. Głupiego Poniatowskiego (tak to jest jak rządzący myśli o sobie, a nie o królestwie) potraktowała jak zużytą rękawiczkę, ale jako króla sponiewierała go doszczętnie, łącznie z zagarnięciem naszych regaliów, a polskiego tronu kazała sobie zrobić latrynę po wycięciu w nim dziury na nocnik. Myślę, że za karę właśnie wychodek stał się przyczyną jej śmierci.

      Usuń
  5. Wiedziala czego chce, ale czy byla do konca szczesliwa...?
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawde tak ja polubilyscie? Tylko dlatego, ze byla kobieta? Macie zamiar podziwac kazda, byle byla silniejsza od facetow? Straszne te wasze kompleksy, czas sie ich pozbyc, a nie poglebiac.
    kolysanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była mądra i wykształcona. A Ty, biedaku nawet pisać poprawnie nie potrafisz :)

      Usuń
  7. autorka wspomina książkę Ewy Stachniak, której osobiście nie polecam, a przynajmniej nie w charakterze biografii Katarzyny (na co się nastawiałam)- pisana jest z perspektywy damy dworu Katarzyny i to właśnie owa dama zdominowała fabułę miejscami. ogółem czyta się przyjemnie, ale pozostawia niedosyt

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam Andromedo.
    Ksiązki pani Stachowiak nie czytałam, ale innych autorów tak. Oglądałam też kilka filmów/seriali o Katarzynie Wielkiej.
    Bez względu co mówią potomni o jej wybrykach seksualnych była Wielka. Kobieta, a właściwie dziewczynka, Niemka nie znająca ani słowa o rosyjsku jedzie do Rosji i po wielu latach zostaje carową Wszechrusi. Musiała byc inteligentna, bystra. Umiała wykorzystać ludzi do swoich celów. I być bardziej rosyjska niż była. A przecież podobno jej ojciec namawiał ją aby nie wyzbywała się swojej wiary - luteranizmu. Dzięki swoim umiejętnościom i bystrości umysłu została carycą Rosji - ona, biedna księzniczka ze Szczecina. Myślę, że trzeba ją podziwiać. A Tobie autorko tekstu - Andromedo dziękuję. Uwielbiam czytać o postaciach kobiet z historii, Twoje teksty bardzo mi się podobają.
    Elżbieta Karczmarczyk

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziwię się dlaczego w dobie internetu http://www.sic-egazeta.amu.edu.pl/index.php?t=2737 i szybkich łącz ludzie cały czas są skłonni płacić niemałe pieniądze za to aby sobie pogadać z native-speakerem. Dla niego język rosyjski jest naturalny i będzie potrafił wytłumaczyć wszystkie idiomy, nieścisłości, z lektorami rosyjskimi może być w tych sprawach gorzej. Ciekawym rozwiązaniem są lekcje przeprowadzane za pośrednictwem platformy do spotkań online przez skypa za darmo. W czasie zajęć on-line będziesz korzystać z podręcznika, prowadzić rozmowy z lektorem, dostaniesz także dostęp do interaktywnej tablicy, na której będziecie wspólnie rozwijać idee rosyjski szczecin.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pewnie i była wielka, ale mojej sympatii -z wiadomych względów - nie zdobędzie. Chciałam się jednak odnieść nie tyle do postaci Katarzyny, co do Twojego stwierdzenia, iż to co wybaczano mężczyznom, kobietom wytykano. Mam wrażenie, że to się nadal nie zmieniło.

    OdpowiedzUsuń