sobota, 29 września 2012

Loki i koki

Na portretach wyglądają wspaniale. Błyszczące, wijące się loki spadające niedbale na szyję, zgrabne koki otoczone pierścieniami warkoczy, kaskady lśniących fal nad uszami i czołem, ozdobione perłami i kwiatami. Fryzury z końca XIX wieku wydają się esencją kobiecości. Uwodzą mistrzostwem wykonania, setkami misternych splotów i zwinięć, a jednocześnie dają ułudę naturalności. 
Bo te koki i warkocze - wykonane rękami zręcznych pokojówek, uzbrojonych w grzebienie, szczotki, żelazka i haczyki - są przecież splecione z naturalnych włosów. Nie zastępuje ich peruka, nie skleja puder, nie obciążają pióra ani ciężkie ozdoby. Wiktoriańskie fryzury nie mają nic wspólnego z piętrowymi koafiurami czasów rokoka, wznoszonymi na wzór ciężkich budowli. Tak skomplikowanymi, że czesano się raz w miesiącu, a włosy myto raz na rok, koło Wielkiej Nocy. Dobrze wiemy, że tamte wspaniałe, pudrowane "dzieła sztuki", zdobiące kobiece głowy, były siedliskiem chorób i insektów różnej maści, nie tylko pospolitych wszy. Dość powiedzieć, że jedna z rokokowych dam z czasów Ludwika XVI z przerażeniem odkryła, że w jej piętrowej fryzurze zalęgły się myszy!

Włosy tej długości nie były pod koniec XIX wieku
niczym niezwykłym
Na tym tle błyszczące loki i koki wiktoriańskich elegantek wydają się lekkie, zdrowe, schludne, a przy tym niezwykle estetyczne. Być może.
Z osiemnastowiecznej perspektywy. Bo do wykonania tych urzekających fryzur, jakie nosiła cesarzowa Sissi czy inne elegantki końca XIX wieku, konieczne były włosy bardzo, bardzo długie. Sięgające nie do pasa, ale co najmniej do pięt. Upięte wyglądały pięknie, ale rozpuszczone... Cóż, ich uroda - przynajmniej według dzisiejszych kryteriów estetycznych - jest co najmniej dwuznaczna. Dobrze pokazuje to ten film z kolekcją zdjęć z epoki:




Podoba się czy odstręcza? Czuję, że raczej to drugie. Z rozpuszczonymi włosami kobiety w swoich szerokich krynolinach wyglądały jak namioty. Wysoka fryzura była więc wymogiem ówczesnej mody - zgrabne, odsłaniające kark uczesanie dodawało kobiecie wzrostu, a jej sylwetce lekkości.
Najwykwintniejsze wiktoriańskie fryzury składały się jakby z kilku oddzielnych części - koka, otaczającego go warkocza i  loków zebranych w pęki po obu stronach twarzy. Z czasem ewoluowały - modna stała się fryzowana grzywka nad czołem (bardzo czasochłonna w przygotowaniu), drobne loczki na skroniach, węzeł na czubku głowy i miękkie loki opadające na kark. Co ciekawe, za piękniejsze uznawano fryzury z włosów ciemnych, najlepiej czarnych - to była bodaj jedyna epoka w dziejach kobiecej urody, kiedy brunetki wygrywały z blondynkami!

Cesarzowa Sissi w wersji à la topielica i w eleganckim koku
Właścicielki tych pięknych fryzur (i ich panny służące) musiały słono płacić za urodę zgrabnych główek. Pielęgnacja - ba, zwykłe mycie - takich długich włosów było koszmarem. O bujnych splotach cesarzowej Sissi opowiadano legendy jak Europa długa i szeroka. Ich mycie (w żółtkach i koniaku) zajmowało ponoć cały dzień, a cesarska toaleta co i rusz kończyła się awanturą. Pokojówki domagały się odszkodowań, bo słodka Sissi ponoć miała w zwyczaju tłuc je po głowach lusterkiem, gdy nie dość delikatnie rozczesywały jej długie, gęste loki. 
Jeśli też masz takie (i dość cierpliwości), możesz spróbować zwinąć z nich typowy wiktoriański kok. Uprzedzam tylko, że trochę to potrwa...

16 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa notatka. Az zachciało mi się zrobić jakąś wiktoriańską fryzurę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spróbowałam ją zrobić - niestety, z marnym skutkiem... Potrzebne zręczne palce i naprawdę duuuużo wytrwałości

      Usuń
  2. "Dość powiedzieć, że jedna z dam na dworze Ludwika XIV z przerażeniem odkryła, że w jej piętrowej fryzurze zalęgły się myszy!"

    Bardzo to naciągane. Szczególnie że za Ludwika XIV kobiety nie nosiły tak wysokich peruk jak za L XV

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Oczywiście, masz rację, to były czasy Ludwika XVI, a nie XIV - głupia literówka, już poprawiam. Chodziło mi o niejaką lady Coke of Norfolk, o której której opowiadano, że poroniła z przestrachu, kiedy w swej fryzurze nagle odkryła myszy.
      Przepraszam i jednocześnie dziękuję za uważną lekturę. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Ciekawi mnie dlaczego mają mnie odstręczać naturalne rozpuszczone włosy kobiet z filmiku? Więcej zazdrości niż odstręczania w porównaniu z dzisiejszymi wypalonymi prostownicą kudłami współczesnych kobiet. I ciekawi mnie dlaczego cesarzowa Sissi miała bujne, długie włosy skoro ponoć miała zaburzenia odżywiania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cesarzowa Sissi miała dobrą chociaż rygorystyczną dietę, oczywiście współcześnie przypisano by jej anoreksję, zupełnie niesłusznie.Jakość włosów w przypadku kobiety której dbałość o siebie przeszła do legendy, nie dziwi. co do filmiku zgadzam się całkowicie, wspaniałe włosy, zdecydowanie bardziej odstraszają - wszechobecne współcześnie - wycieniowane kosmyki pokryte skorupą środków do utrwalania fryzur, gdzie zapach jest tylko jedną z wad takowego traktowania włosów.

      Usuń
  5. Filmik o włosach - obrzydliwie to wręcz wygląda! A przynajmniej komicznie...Mnie osobiście odstręczają tak długie włosy, muszę też przyznać że nawet współcześnie jak widzę na ulicy jakąś panią z rozpuszczonymi włosami do pasa albo i dłuższymi...robi mi się niedobrze! Ani to ładne ani moden czy zdrowo wyglądające...Na dodatek takie delikwentki mają przeważnie bardzo zniszczone końce włosów wygladające jak siano...Nie mają lustra w domu czy co? Nie widzą, że to wcale estetycznie nie wygląda? I żeby uprzedzić złośliwe komentarze, dodam że sama mam piękne (i nie jest to tylko moja opinia), zdrowe włosy o długości do łopatek, więc nie piszę tego z zawiści...

    OdpowiedzUsuń
  6. A mnie zachwycają włosy, które jak płaszcz okrywają sylwetkę :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mysle ze komentarz z 7 grudnia pochodzi jednak dokladnie z zazdrosci. Przesadnie dlugie wlosy nie sa rewelacyjne i chyba piekielnie niewygone, ale takie do pasa lub bioder, zadbane, zdrowe i czyste... Tez mam dosc geste i ponoc "ladne" wlosy i tez gdzies do lopatek (koncowki obcinam, nie trawie rozdwojonych koncowek na nikim, a juz na pewno nie na sobie!). No i wasnie, do lopatek, nie urosna ani o centymetr wiecej. Na szczescie ladnie mi i w krotkich, wiec moge sobie darowac wyglad czarownicy z Makbeta (o takich wlasach mowili "burza"? z piorunami chyba...) ale cale dziecinstwo marzylam o dluuugich warkoczach... Coz, ponoc "na madrej glowie wlosy nie rosna"... Coz, niby mam to PhD ale przy takim tempie wzrostu jakie maja moje wlosy, powinnam miec CO NAJMNIEJ Nobla... ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś włosów nie ścinano(no,chyba,że na wsi podczas wesela,gdy obcninano pannie młodej warkocz i zakładano tkz małżeński czepek),pielegnacja takich włosów bez współczesnych szamponów,odżywek i biężacej wody to niezły hardcor.Nic dziwnego,że gdy nastały czasy na "chłopczycę",kobiety ścinały włosy jak szalone.A jednak..niektóre żałowały,jest taki wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej:"wrócicie długie włosy,wzrośniecie w Ameryce,obcięte w Paryżu",cytuję z pamięci:).
    Świetne wpisy,czytam i czytam od wczoraj,pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. "Dość powiedzieć, że jedna z rokokowych dam z czasów Ludwika XVI z przerażeniem odkryła, że w jej piętrowej fryzurze zalęgły się myszy!"

    HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA LEŻĘ <333

    OdpowiedzUsuń
  10. A mnie się zrobiło dziwnie na duszy, po obejrzeniu tych starych zdjęć, gdzie różne kobiety prezentują swoje piękne (lub niepiękne - jak kto woli) włosy, ze skromnym lub zalotnym spojrzeniem. Takie żywe i z krwi i kości, a przecież ich już dawno nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  11. Poza tym , to już przesada nazywając portret Sisi z rozpuszczonymi włosami " a'la topielica " . Był to portret dla FJ , jednocześnie jego ulubiony . Takie portrety są intymne , bo są w strojach do spania . Rozumiem , że według Ciebie każda XIX wieczna kobieta kładąc się spać w takim stroju ma ciągoty do topienia .

    OdpowiedzUsuń
  12. Dlaczego zaraz do pięt? Wbrew pozorom nie każdemu takie urosną. Kobiety z takimi włosami zarabiały na byciu żywymi reklamami środków na porost włosów (Anna Csillag) - czyli sporo osób musiało takich właśnie nie mieć, skoro był popyt...
    A przy robieniu koafiur wspierano się - dokładnie tak jak dzisiaj - podkładkami i dopinkami.
    http://czasemancypantek.pl/kobieta/kosmetyka/153-sztuczne-wlosy

    OdpowiedzUsuń