czwartek, 28 lutego 2013

Strażniczka Świętego Ognia

Dziś pierwszy występ gościnny! Z przyjemnością prezentuję tekst o Cosimie Wagner, którego autorką jest Joanna Myszkowska. Zapraszam do lektury:


Czy można być tylko czyjąś żoną i znaleźć się we wszystkich encyklopediach na świecie? Można. Pod warunkiem wszakże, że jest się żoną Richarda Wagnera.
Cosima miała naprawdę interesujące życie. Znała koronowane głowy, największych artystów i myślicieli epoki, na prywatnej audiencji przyjęła ją i Wagnera brytyjska królowa Wiktoria, z Ludwikiem II Bawarskim wykłócała się o pieniądze na budowę Bayreuth. Kochali się w niej pisarze, filozofowie i muzycy, a ostatni list, jaki napisał do niej Nietzsche, nosił nagłówek: "Do księżniczki Ariadny, mej ukochanej".

Cosima Wagner na portrecie Franza von Lenbach z 1879 roku
Na początku nic nie zapowiadało, że życie Cosimy będzie takie nadzwyczajne. Była brzydkim kaczątkiem, które kiedyś – łudzono się – zmieni się w pięknego łabędzia. W przeistoczeniu przeszkodził jej za długi nos i za szerokie usta, które odziedziczyła po ojcu, wybitnym węgierskim wirtuozie i kompozytorze, Franciszku Liszcie. Matką Franceski Gaetany Cosimy, bo takie imiona otrzymała na chrzcie, była księżna Maria d’Agoult, która dla romansu z boskim Franzem zaryzykowała własne małżeństwo i pozycję. Nie wyszła na tym najlepiej. Liszt ją porzucił, związał się z Karoliną zu Sayn-Wittgenstein, de domo Iwanowską, a uznawszy, że jest skończona towarzysko, odebrał jej dzieci i zabronił jakichkolwiek z nimi kontaktów. Po latach jej córka napisze do swojej córki: „Dziś zawiadomiono mnie o śmierci matki. Umarła zupełnie obca mi kobieta, której zawdzięczam tylko to, że mnie wydała na świat”.

Rodzice: Ferenc Liszt i Maria d'Agoult
Liszt również nie był wzorem ojca. Latami potrafił nie utrzymywać kontaktu z dziećmi. Któregoś dnia, po ośmiu latach milczenia, wpadł na obiad do starej guwernantki Karoliny, Madame Patersi de Fossombroni, która surowo opiekowała się jego córkami. Towarzyszyło mu dwóch przyjaciół-kompozytorów: Hektor Berlioz i Richard Wagner. Cosima miała 16 lat, była za wysoka, za chuda i zbyt kanciasta, nic dziwnego, że czterdziestoletni Wagner, żonaty i mający opinię podrywacza, nie zwrócił na nią uwagi. W swoim dzienniku zapisał jedynie, że córki Liszta wydają się być bardzo nieśmiałe.


Pierwszy mąż Hans von Bülow
Po drodze do R. był jeszcze pobyt w Berlinie i małżeństwo z dyrygentem Hansem von Bülowem, który uznał za swoje dwie córki Cosimy i Wagnera, Izoldę i Evę, a wcześniej podróż poślubna państwa von Bülow, w której odwiedzili Wagnera w Szwajcarii. Wizyta została powtórzona po roku i to wtedy miał miejsce incydent, który wstrząsnął kompozytorem. Młoda kobieta upadła do jego stóp, całowała jego ręce, zraszała je łzami… Do takiego stanu doprowadziła ją jego muzyka i pisma filozoficzne! On stał oniemiały i pozwalał na to histeryczne uwielbienie.
Hans von Bülow wielbił Wagnera za muzykę. Bezgranicznie. Prowadził wiele pierwszych wykonań jego dramatów muzycznych. Kiedy Cosima wystąpiła o rozwód, powiedział tylko: „Wybrałaś większego ode mnie. Rozumiem to”. I zgodził się na rozwiązanie małżeństwa. Jednak już nigdy nie rozmawiał z Wagnerem, a do Cosimy, która zabrała mu również jego córki, odezwał się po jedenastu latach. Wagnerowie pobrali się w 1870 roku. Rok wcześniej Cosima urodziła syna Siegfrieda, jedyne dziecko uznane przez jego ojca.

Cosima i Richard w 1872 r.
Richard Wagner był bez wątpienia geniuszem, ale był też wstrętnym człowiekiem. Do historii przeszły jego użerania się z bankierami, życie na cudzy koszt, finansowe wykorzystywanie młodziutkiego monarchy bawarskiego, zafascynowanego jego twórczością; jego otwarcie głoszony antysemityzm i przekonanie o absolutnej wyższości rasy aryjskiej. Cosima podzielała te poglądy. Jej radykalizm i bezwzględność były bodaj większe niż małżonka i sprawiły, że Ludwik II Bawarski uznał, że zanadto się szarogęsi i bardzo ograniczył swoje wizyty w Bayreuth. Nie przeszkodziło to Cosimie robić mu wyrzutów, że nie dość hojnie wspiera budowę Pałacu Festiwalowego.

Willa Wahnfried w Bayreuth, dom Cosimy i Richarda,
dziś muzeum Wagnera
O jego budowie zdecydowali wspólnie, miejsce znalazła Cosima. Wyobrażali sobie, że Bayreuth będzie ośrodkiem, w którym rozbrzmiewać będzie tylko muzyka Wagnera, gdzie wykonawcami będą tylko Niemcy, że nie będzie się tam wpuszczać Żydów, nawet gdyby byli bardzo utalentowani. I najważniejsze – w Bayreuth odbywać się będzie festiwal oper Wagnera, na który zjeżdżać będą miłośnicy jego muzyki z całej Europy. Postanowili też tam zamieszkać w pięknej i pięknie położonej willi Wahnfried. Z budową centrum festiwalowego związana jest zabawna anegdota: wyprowadzeni z równowagi bankierzy Ludwiga II Bawarskiego powiedzieli Cosimie, że nie mają banknotów i całe 40 tysięcy florenów mogą jej wypłacić w bilonie. Zgodziła się! Zamówiła po prostu jeszcze jedną dorożkę.

Teatr w Bayreuth,
gdzie odbywają się festiwale wagnerowskie
Pierwszy festiwal odbył się w Bayreuth w 1876 roku. Pokazana została tetralogia „Pierścień Nibelunga”. Na drugi trzeba było czekać aż 6 lat, ale było warto – premierę miał bowiem „Parsifal”, którego powstanie zawdzięczamy Cosimie. Nakłoniła męża, żeby napisał operę o Świętym Graalu. Na festiwalu wykonano ją 18 razy! Każdy spektakl kończył się owacją na stojąco. Jonas Kaufmann, współczesny, wybitny odtwórca roli Parsifala powiedział, że muzyka opery jest tak wzniosła i piękna, że nawet niewierzący uwierzą. Ale w 1882 r. Wagner był tak wykończony pisaniem opery i organizacją festiwalu, że należały mu się wakacje. Wybrał Wenecję i przestronny pałac z widokiem na Canale Grande. Tam w 13 lutego 1883 roku spotkała go śmierć.

Kiedy Wagner umarł, Cosima oszalała, choć dzień przed śmiercią ostro się z nim kłóciła. Żona, która rozpacza przy zwłokach męża, która każe córkom obciąć warkocze i złożyć je na piersi zmarłego, która odmawia zjedzenia i wypicia czegokolwiek, która w ciężkiej żałobie towarzyszy trumnie z Wenecji do Bayreuth, a tam spędza długie godziny leżąc na grobie. Wagner został pochowany w ogrodzie willi Wahnfried, zaś Cosima zaczęła żyć jak mniszka i nawet ze swoimi dziećmi porozumiewała się pisząc do nich karteczki. Kondolencje napływały z całej Europy, wśród nich była depesza od Hansa von Bülowa. „Siostro - pisał w niej - trzeba dalej żyć”.
Strażniczka Świętego Ognia
we współczesnej karykaturze Daniela Levine
I niebawem zaczęło się drugie życie Cosimy, dyrektorki festiwalu w Bayreuth, reżyserki i strażniczki woli Wagnera, czystości rasowej. Przez 22 lata rządziła w Bayreuth twardą ręką. Jakakolwiek zmiana kanonu wykonawczego nie wchodziła w grę. Osobiście zatwierdzała repertuar i decydowała, jakie dzieła Wagnera mogą być wykonywane na festiwalu, wytaczała procesy (np. słynny proces z Metropolitan Opera, która za nic miała zakaz wystawiania "Parsifala" poza Bayreuth i w 1903 roku dała premierę owacyjnie przyjętego spektaklu).

W 1907 r. Cosima doznała ataku serca. Jej zdrowie pogorszyło się na tyle, że nowym dyrektorem festiwalu został jej syn Siegfried Wagner. Chociaż oficjalnie na emeryturze, lubiła wtrącić swoje trzy grosze do kolejnych realizacji. Dziś pewnie przewraca się w grobie, kiedy patrzy na to, co wyczyniają współcześni reżyserzy z „Tannhauserem”, „Lohengrinem”, „Pierścieniem Nibelunga”, „Parsifalem”. A przecież to, co wymyślił i zaaprobował Wagner, było święte. To dlatego nie dopuszczała do żadnych ustępstw. Żadnych!


Cosima umarła 1 kwietnia 1930 roku. W swoim dzienniku zapisała: „Nie miałam ojca ani matki. R. (Wagner – przyp. aut.) jest dla mnie wszystkim. To jedyna osoba, która mnie kocha”.
Festiwal w Bayreuth do dziś jest w rękach rodziny.
Joanna Myszkowska
(Źródło zdjęć: Wikimedia)

11 komentarzy:

  1. Coz, milosc niejedno ma imie...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Bardzo. JM

      Usuń
  2. Zawsze myślałam o Cosimie jak o córce wielkiegio Liszta i żonie równie wielkiego Wagnera. Ale ten tekst pokazuje, że była też utalentowaną kobietą, której Wagner w dużej części zawdzięcza swój spektakularny sukces i dobre życie. Była jego - jak byśmy to dziś powiedzieli - najlepszym menedżerem. Może dlatego, że zakochanym? A może po prostu miała do tego talent, którego kobiety w jej czasach nie mogły ujawnić w żaden inny sposób niż "przy mężu"? Ciekawy tekst, daje do myślenia, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że nigdy nie myślałam o Cosimie jako o menedżerce Wagnera. Bardzo dziękuję za ten "drogowskaz"! JM

      Usuń
  3. Zachęciłaś mnie do sięgnięcia po powieść o Wagnerze "Nie kończąca się melodia" Imre Keszi, którą bardzo dawano temu czytałam i byłam nią zachwycona.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny post.
    O Cosimie i jej małżeństwach czytałam przy okazji czytania lata temu książki o Liszcie. I to pewno była "Nie kończąca się melodia".
    To była miłość!Miłość, której początek stanowiło bezgraniczne uwielbienie dla talentu Wagnera.)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak! I nie tylko kochała go za muzykę, ale również za "całokształt". Nawet jego wady były dla niej zaletami. Była najlepszą "menedżerką" swojego męża,(że podsłużę się terminem, którego użyła Misianka3 i który dal mi do myślenia). W kulcie Wagnera wychowała też swoich pięcioro dzieci i wnuki. Festiwal w Bayreuth do dyrekcji Wolfganga Wagnera jest najlepszym tego dowodem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Z szacunkiem dla Autorki i tylko dlatego, że kocham tego tenora "nad życie":) - pozwalam sobie zwrócić uwagę, że prawidłowa pisownia jego nazwiska to: Kaufmann. Z pozdrowieniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obie z Joanną też go kochamy i doprawdy strasznie nam wstyd, że usadziłyśmy takiego byka! Przepraszamy, poprawiamy i serdeczenie pozdrawiamy!

      Usuń
  7. Wyglada na to, ze klotliwosc i pedantycznosc zostala w genach. Slyszalam osatnio w radiu, ze dwie staruszki wnuczki Wagnera naparzaja sie ciagle o ten festiwal i ogolnie chodza sluchy, ze prowadzenie go zostanie odebrane rodzinie.

    M.

    OdpowiedzUsuń