piątek, 1 lutego 2013

10 najgorzej ubranych kobiet w historii

Takie materiały kobiece pisma robią właśnie teraz. Podsumowują miniony rok z towarzyskiego życia celebrytów, wyróżniając tych, którzy popisali się dobrym gustem, piętnując tych, którzy zaliczali wpadki. Nas, czytelniczki, mniej obchodzą ci pierwsi, za to z wielką przyjemnością czytamy złośliwości pod adresem tych drugich. Redakcjom pogratulować odwagi - na pewno mają z nim święty krzyż, wysłuchując fochów gwiazd i gwiazdeczek. Mnie to nie grozi, wszystkie moje elegantki dawno umarły, mogę zaszaleć!
Dam, które budziły śmiech swoim strojem, w historii nie brakuje. Kiedyś miały to szczęście, że z ich modowych wpadek czy zbyt śmiałych kreacji drwiono dyskretnie, po katach salonów. Było to mało eleganckie, owszem, ale takie przyjemne! Dziś już nikomu nie wstyd. Ściślej, od roku 1960, kiedy to Richard Blackwell - nieżyjący już amerykański krytyk i projektant mody - wymyślił i zaczął publikować swoją słynną listę "10 najgorzej ubranych kobiet". Nagle pokątne śmichy z koronek i falbanek zyskały nobilitację, znalazły się w prasie! A forma przyprawiała co wrażliwszych o palpitacje. Bo Blackwell od początku walił z grubej rury - nie przebierał w słowach i wdeptywał w ziemię kobiety z samego szczytu. W 1969 roku jego listę otwierała angielska monarchini z wyrokiem: "Wszystko, co pozbawione stylu, zawsze towarzyszy królowej". Nigdy nie darował  Elżbiecie II jej fikuśnych kapelusików i odblaskowych sukienek - trzydzieści lat później lamentował tak samo: „Co to? Pałacowa choinka czy królewski błazen? Widziałem już wiele królowych, ale Elżbieta II jest najgorsza!”. Pozostałe zbierały nie mniejsze cięgi. Glenn Close: "Chrzanić dalmatyńczyki. Close powinna wystąpić w '101 katastrofach ubraniowych'. Moda zeszła na psy!". Shakira: "Fryzura a la Meduza, a ciuchy rodem z markiza de Sade". Camilla Parker-Bowles, żona  księcia Karola: "W tych swoich kapeluszach z piórami, które kiedyś były modne, przypomina skamielinę papużki z ery jurajskiej". W "parszywej dziesiątce" Blackwella regularnie gościły Madonna, Britney Spears, Paris Hilton, Victoria Beckham, no i synowa "królewskiego błazna", czyli  młodziutka lady Diana (zanim jeszcze zabrali się za nią styliści "Vogue" i zmienili brzydkie kaczątko w łabędzia).
A wcześniej? Kto wcześniej mógłby znaleźć się na takiej czarnej liście? Oto moje typy - dziesięć kobiet przeszłości, w większości wybitnych, za to z katastrofalną szafą.

1. Szpetny chłopak, czyli szwedzka królowa Krystyna Waza (1626 - 1689)
Dobrze wiem, jak ją sobie wyobrażacie. Ma zmysłową twarz Grety Garbo z "Królowej Krystyny" albo promienny uśmiech  Liv Ullmann z "Abdykacji". Ale guzik, nic z tego. Relacje jej współczesnych całkowicie temu wizerunkowi przeczą. Krystyna Waza jest w nich dość szpetną osobą o ciemnej skórze, długim nosie i szerokich ustach. "Nic nie ma kobiecego prócz samej płci; jej zachowanie, sposób poruszania się, a nawet głos są całkowicie męskie” - napisał w roku 1654 pewien rozczarowany podróżnik o 28-letniej królowej. Jestem pewna, że wszystko to przez jej strój. Nosiła męskie ciuchy - w dodatku, niestety, raczej niechlujne niż eleganckie - i to na co dzień, a nie tylko na konne przejażdżki czy polowania. Nie cierpiała kobiecych fatałaszków, tak samo zresztą jak kobiet, o których mówiła, że w większości są mdłe, nudne i męczące (choć skądinąd zarzucano jej seksualną skłonność do własnej płci, za mąż nigdy nie wyszła). Była jak źle ubrany chłopak i odpowiednio do tego wizerunku się zachowywała. Ponoć podczas spotkania z papieżem, tak mocno uścisnęła mu rękę, że trzeba było wołać medyka. Miała też zwyczaj - jak dzisiejsze nastolatki - zakładać podczas przedstawień teatralnych nogi na oparciach krzeseł. Jaka kiecka by jej na to pozwoliła?

2. Gwiazda dworskiego reality show, czyli Katarzyna I (1683/84 - 1727)
Trzy podbródki, hałaśliwa wesołość, gruba warstwa szminki na twarzy i stroje obwieszone tonami klejnotów - Blackwell padłby na serce, gdyby ją zobaczył, bo przy niej angielska królowa to wcielenie elegancji. O Katarzynie pisałby pewno, że to dziewczyna od krów w przebraniu królowej - i wcale by się nie mylił. Druga żona cara Piotra Wielkiego naprawdę nazywała się Marta Helena Skowrońska i była córką biednego inflanckiego chłopa (z terenów dzisiejszej Łotwy). Zaczynała jako pułkowa praczka, ale ładna buzia i bujne kształty sprawiły, że wędrowała przez coraz lepsze łóżka, aż w końcu dotarła na sam szczyt. Car Piotr miał pociąg do kobiet "o prostym umyśle i przy kości", więc dla Katarzyny oszalał. Rzucił swoją żonę Eudoksję i z pękatej Kasi zrobił cesarzową. Jakoś dawała radę (to ona, choć niepiśmienna, stworzyła Rosyjską Akademię Nauk), a przy tym używała życia, piła, brała sobie coraz to nowych kochanków i stroiła się w upstrzone klejnotami suknie (myślę, że dzisiejszy bizantyjski styl rosyjskiej mody to w dużej mierze jej zasługa). To dopiero kariera! Jak z najlepszego reality show, choć przecież najsławniejsza bohaterka żadnego z nich do Katarzyny nawet się nie umywa. Kim Kardashian (a to chyba ten sam typ urody) może sobie pomarzyć!

3. Angielski ogród na głowie, czyli Georgiana Cavendish, księżna Devonshire (1757 - 1806)

Niewątpliwie była piękna. Niewątpliwie była ikoną stylu swoich czasów. Miała jednak nieszczęście urodzić się w osiemnastym wieku, a rokokową modą rządził nadmiar i to w dosłownym znaczeniu. Georgiana Cavendish wylansowała jeden z jej symboli - sławne fryzury sięgające nieba. Włosy nacierane usztywniającą pomadą, rozpinane na metalowych rusztowaniach i ozdabiane tysiącem gadżetów, robią dość przerażające wrażenie. Nie tylko na nas. W XVIII wieku też budziły zdumienie albo co najmniej wesołość, co pokazuje wielka liczba karykatur z tamtych czasów. Jedna z niemieckich gazet z 1775 roku natrząsała się z "nowego rodzaju nakrycia głowy, znanego jako ogród angielski". Drwiono: "Całe krajobrazy są teraz budowane na szczycie głowy. Można zobaczyć kobietę z wioską we włosach, z łąką, z wielkim mostem albo z wiatrakami". Dodatkowo pomysłem księżnej było wpinanie do i tak gigantycznych fryzur pęków długich, strusich piór. Koafiury sięgały kilku metrów! Były tak wysokie, że stanowiły dla noszących je dam prawdziwe zagrożenie, bo czasem zajmowały się ogniem od świec w kandelabrach.
Skąd te pomysły strójów i ozdób, przekraczające jakikolwiek umiar? W filmie "Księżna", w którym główną bohaterkę zagrała Keira Knightley, zadaje to pytanie Georgianie jej własny mąż. "Wy macie swoje rozgrywki polityczne, a my możemy się wypowiadać jedynie poprzez stroje" - pada sensowna odpowiedź. Ta brytyjska arystokratka nadawała ton modzie angielskiej socjety z braku laku, po prostu dlatego, że nic innego robić nie mogła. Jej zamiłowanie do gier politycznych (a miała do tego talent!) musiało pozostać jedynie w sferze salonowych rozgrywek. Dziś, ze swoją inteligencją, wspartą wielką urodą, byłaby co najmniej sekretarzem stanu. A tak przeszła do historii z powodu wielkich, strasznych włosów.


4. Zakonnica w przebraniu, czyli pisarka George Sand (1804 - 1876)
Kto by pomyślał, że to pierwsza dama francuskiej literatury nobliwego XIX wieku! Na tym zdjęciu George Sand wygląda jak Whoopi Goldberg po osiemdziesiątce w "Zakonnicy w przebraniu 5". Ciekawam, co też się kryje pod tymi miękkimi draperiami po samą szyję: surdut, szarawary, a może jednak zwykła sukienka? Z George Sand nigdy nic nie wiadomo. Lubiła zmieniać swoje życie w teatr i czasem (jak widać) z tym przesadzała. Wiemy, że lubiła nosić męski strój. Bo był wygodny, dodawał dezynwoltury, a przy tym czynił sylwetkę lżejszą i - co tu kryć - ujmował lat. A George nie chciała być po trzydziestce uznana za matronę, jak większość kobiet jej czasów. I osiągnęła cel - za matronę nikt jej nie uważał. Ale luzackie ciuchy czasem przynosiły efekt odwrotny do zamierzonego. Kiedy Chopin spotkał ją po raz pierwszy, wtedy 32-letnią, miała na sobie aksamitne szarawary i kurzyła fajkę. Na co on się wkurzył, bo dymu i wyzywających kobiet nie znosił. George próbowała go obłaskawić - po swojemu. Oczarowana, na następne spotkanie przybiegła wystrojona w biało-czerwony strój, w barwach Polski. Chopin, wielki elegant i esteta, przestraszył się jeszcze bardziej i stanowczo odmówił wyjazdu do jej posiadłości w Nohant. Usidliła go w końcu, ale zajęło jej to trochę czasu - przez ten strój, jak sądzę, przez te kolejne przebrania, pod którymi strasznie trudno było zobaczyć, jaka jest naprawdę.

5. Scarlett O'Hara po przejściach, czyli Mary Todd Lincoln (1818 - 1882)
Wielkie ambicje, zero smaku. To często idzie w parze, a żona prezydenta Lincolna najlepszym przykładem. W opinii Amerykanów to jedna z ich najbardziej nieudanych pierwszych dam. Była prawie elegancka, prawie ładna, prawie mądra - wszystko, co najlepszego można o niej powiedzieć, zamyka się w tym jednym słówku "prawie". I na tym opis zakończę, mimo że pani Lincoln to prawdziwy klejnot na tej liście. Napisałam już jednak o niej tekst, w którym biednej Mary niczego nie oszczędziłam. Chyba nie jestem w typie Blackwella, bo nie mam sumienia więcej się nad nią znęcać...

6. Garnitur-gafa, czyli Amelia Bloomer (1818 - 1894)
Amelio, po co ci to było? Ja rozumiem, że założenia były szczytne. Uwolnić kobiety z tych metrów koronkowych pajęczyn, w jakie nas zamotano, otworzyć klatki krynolin, w których nas zamknięto. Zaproponowałaś więc spodnie, bloomerki, jak je potem nazwano. Ale czemuż, na Boga, takie brzydkie? Luźne, zebrane w kostce i przykryte krótką sukienką - wyglądałyśmy w nich jak stogi siana! Złośliwi dziennikarze natychmiast nadali rewolucyjnemu strojowi przydomek "garnitur-gafa", a czytelnicy pękali ze śmiechu, oglądając karykatury "zgrabnych" pań w spodniach. Ledwie parę kobiet odważyło się je założyć, aż ostatecznie wylądowały na śmietniku. Generalnie, przez te spodnie napytałaś sobie biedy, Amelio. Dziś tylko feministki znają Twoje zasługi w walce o prawa kobiet, pozostali pamiętają Cię wyłącznie z powodu strasznych majtek...

7. Ciemność widzę, czyli królowa Wiktoria (1819 - 1901)

Ja rozumiem, że Wiktoria przez 40 lat po śmierci ukochanego męża postanowiła trwać w żałobie. Szanuję to, nawet podziwiam. Ale skoro żałoba, to po co te wszystkie riuszki, wstążki, falbanki, kokardki, tasiemki, zakładki, zaszewki, koraliki, guziczki.... Tysiące ich, biją się na jej sukni o każdy wolny skrawek! 
Zgoda, wiktoriańskie (nomen omen) kreacje z mnóstwem ozdóbek, przyszytych gdzie trzeba i nie trzeba, wyjątkowo często przeradzały się w jarmarczny stragan. Ale były wśród nich także w miarę stonowane, bardziej dyskretne, co widać na rysunku obok. Dlaczego królowa Wiktoria ich nie nosiła - nie mam pojęcia. Bo wiadomo skądinąd, że miała wyczucie smaku (była na przykład całkiem zdolną portrecistką), a jednak wykazywała się wyjątkowo marnym gustem, jeśli chodzi o stroje. A może po prostu "ten typ tak ma"? Brytyjskie monarchinie (i ich krawcowe) zawsze wykazywaly jakieś podejrzane skłonności do infantylizmu i strojów, jak z bajek o królewnach. Wiktoria wyglądała jak bombiasta kokarda, nawet w żałobie, a dziś jej pra-prawnuczka Elżbieta chodzi w kanarkowej żółci albo odblaskowych fuksjach. Być może faktycznie wszystko, co pozbawione stylu, zawsze towarzyszy królowej, by zacytować klasyka...

8. Dama przykryta serwetą, czyli Maria Klotylda Inez Moitessier (1821-1897)
Historyczki sztuki, proszę na mnie nie napadać. Ja wiem, że to obraz uznawany za arcydzieło. Naczytałam się mnóstwo o tym, jak to cudownie Ingres oddał miękkość skóry modelki, słodycz jej ust i spojrzenia, a także najdrobniejsze detale sukni... No właśnie, sukni... Ta suknia wszystko mi psuje. Nic nie poradzę, że wspaniała ponoć kreacja, wygląda wypisz wymaluj, jak obrus i kanapa mojej babci. Bukiety, frędzle, rozety, kokardy, wszystko w jednym. Kto z nas dziś powie, że to ładne?
A jednak kiedyś - nie tak znów dawno temu - było ładne, piękne wręcz. Zdaję sobie sprawę, że naszymi gustami rządzi minimalizm, wciąż jednak mnie zdumiewa, jak mało potrzeba czasu, by zmieniły się kanony piękna. Dzieli nas przepaść od naszych przodków sprzed ledwie stu pięćdziesięciu lat, dla których ta pani była ucieleśnieniem greckiego piękna. Sam Ingres tak sądził. On przecież zazwyczaj nie malował portretów, interesowały go tematy historyczne, a jednak zmienił zdanie, gdy zobaczył swoją modelkę. Dla niej zrobił wyjątek. Urzeczony urodą pani Moitessier, pracował nad portretem dwanaście (!) lat. Opłaciło się i jemu, i  - zwłaszcza - jej. Poza swoją urodą nie zapisała się niczym szczególnym i jako żona bogatego bankiera przeszła do historii tylko dlatego, że pozowała do arcydzieła. Ale do historii dobrego smaku raczej nie przejdzie. Bo arcydzieło to czy nie, ona wygląda na nim jak kanapa.

9. Prawie jak syrena, czyli Florence Foster Jenkins (1868 - 1944)
Gdy wypływała na scenę, elegancka nowojorska publiczność zastygała z wrażenia. Widok artystki, odzianej w atłasy i cekiny, obwieszonej kilogramami biżuterii i z parą biało-złotych skrzydeł u ramion, odbierał widowni głos. Ale gdy ona sama dobywała głosu, wytrącona z transu publiczność przychodziła do siebie i już po paru minutach tarzała się ze śmiechu. Florence Foster Jenkins słynęła bowiem ze swego wybitnie fałszywego sopranu, z powodu którego przeszła do historii jako "najgorsza śpiewaczka świata". Była najdoskonalszym wcieleniem kiczu. Tęga, niemłoda (sceniczne występy zaczęła dobrze po czterdziestce), odziana w błyszczące, obcisłe, syrenie suknie, które sama projektowała, a przy tym absolutnie pewna swego talentu, przekonana o urodzie głosu, który wszystkim innym przypominał skrzypienie kół wozu na mrozie. Śmiano się z niej, drwiono z kompletnego braku samokrytycyzmu, wyszydzano bazarowy gust, a jednak bilety na recitale rozchodziły się na pniu. Do grona jej wielbicieli należeli Enrico Caruso i Cole Porter. Wciąż ich zresztą ma. "Boska", sztuka oparta na jej życiu, na scenach londyńskiego West Endu miała ponad dwieście przedstawień, a i w Polsce - wystawiona przez Krystynę Jandę - ściągała tłumy. Florence wciąż wabi ludzi, mimo całej swojej brzydoty. A raczej właśnie dlatego...
Na koniec próbka jej boskiego głosu. Posłuchajcie, jak wspaniale masakruje Mozarta:

10. Zagram to w kapciach, czyli Greta Garbo (1905 - 1990)
Dziwne, że dodałam Garbo do tej listy? Przecież była skończoną doskonałością! Myślę jednak, że Blackwell tak właśnie by zrobił. Prywatnie Garbo miała na koncie tyle straszliwych wykroczeń przeciwko tzw. elegancji, że żaden szanujący się krytyk mody nie  przymknąłby na nie oczu. W swoich filmach była ideałem, zgoda, ale poza nimi... Mawiała: „Poza planem nie zastanawiam się, jak jestem ubrana. Nie dbam o to. Lubię proste życie i proste stroje”. Na premierach zjawiała się więc w swetrach, beretach, tweedowych spodniach i płaskich butach, jakby szła prosto z ogródka. Nie nosiła biżuterii, nie malowała paznokci, a szminki i pudru używała mniej niż oszczędnie. Nie cierpiała też wysokich obcasów. Nawet na planie, gdy musiała być uwodzicielskim, szykownym wampem, pozbywała się ich przy pierwszej, lepszej okazji. Sceny miłosne w swoich melodramatach, jeśli tylko ujęcie pozwalało, grywała... w kapciach. Była skończoną abnegatką, która w nosie ma cudze gusta i guściki. Sama mała świetny, co zapamiętali jej współpracownicy z planu - źle wybrane filmowe kostiumy natychmiast odsyłała i nigdy się nie myliła. No to jaka właściwie była?
Nie bez powodu pokazuję na zdjęciach dwie Grety Garbo. Tę, która w latach. dwudziestych przyjechała do Hollywood ze Szwecji - za dużą, niezgrabną dziewuchę ze złym zgryzem. I tę, którą stała się ledwie kilka lat później - ikonicznie piękną, nieskazitelną heroinę XX wieku. Myślę jednak, że w głębi duszy nie zmieniła się nic a nic. W nowej skórze wciąż pozostała tą samą dziewczyną z nadwagą i krzywymi zębami, chichoczącą  w duchu, że tak łatwo wywiodła nas wszystkich w pole.

No wiec Garbo trafiłaby na pana listę czy nie, panie Blackwell? Sam pan nie wie? Zgoda, kobiety takie jak ona wymykają się łatwym klasyfikacjom. Ale to by w takim razie znaczyło, że czołowe miejsca na listach najlepiej ubranych zwykle zarezerwowane są dla przeciętnych. Dla idealnych, eleganckich, bezbłędnych i...  nudnych?

21 komentarzy:

  1. Bez komentarza do powyzszego posta. Dziekuje tylko za kilka chwil relaxu. Dodam jedynie iz dziekuje "mojej erze" za to, ze moge ubrac co sobie zycze odpowiednio do nastroju - casual dress lub sexy dress, dluga do kostek lub mini :) a nawet lniany worek ...

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja??? Tak się staram na co dzień...;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam ten post z ogromną przyjemnością. Nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na suknie królowej Wiktorii. :) A ubiór żony Lincolna faktycznie do złudzenia przypomina strój Scarlett O'Hary. Gdyby on jeszcze pasował do wyglądu i osobowości pierwszej damy... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja poszłam do google, by zobaczyć oblicze tego "damskiego boksera" Richarda Blackwell'a i zobaczywszy, nie dziwię się, że mu wszystko doskwierało zapewne łącznie z własnym obliczem .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krytycy maja to do siebie, ze kompensuja owo swe mankamenty. Pan Adler sie zapewne klania:)

      Usuń
  5. Uwielbiam styl Amelii Bloomer i choć długo nie wiedziałam o jej istnieniu to tak podobnie się ubierałam. A styl wiktoriański jest mi bardzo bliski sercu i mojej stylizacji na co dzień. Nie raz byłam wyśmiana za swoją ,,inność,, w ubiorze ale słowa jakie słyszę, że ubieram się jak z innej epoki są dla mnie wielką przyjemnością bo przecież tak jest! ;) Nie wiem czy jestem najgorzej ubraną kobietą, według dzisiejszych kanonów pewnie tak! Ale jakie to ma znaczenie i tak nie przejdę do historii nawet z tego tytułu! ;)
    Uwielbiam jak ktoś swoją osobowość pokazuje poprzez ubiór ale niestety w tłumie wyszukując ,,kolorowego ptaka,, widzę tylko ciemność!
    Dziękuję za tą listę dla mnie jest niesamowita! Ale może dlatego, że ja lubię inność a nie przeciętność! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Prosze pisac czesciej...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki za Wasze opinie. Napisałam tego posta także dlatego, że strasznie mnie wkurza ta dzisiejsza histeria mody, jakaś psychoza natręctw z szafą w tle, gonitwa trendów, których jest już taka masa, że nie można ich ani zrozumieć, ani zapamiętać, ani tym bardziej zastosować. Instynktownie się przed tym bronimy, czego dowodem nawet te nasze blogi - vintage, dużo staroci, dużo historii. Podobają nam się czasy, w których dziesięcioletnie buty uznawano za nowe i chyba coraz bardziej mamy dość tej dzisiejszej gorączki (wyczytałam gdzieś, że angielskie nastolatki zapytane, ile ma najstarsza rzecz w ich szafie, odpowiedziały, że trzy miesiące!). To jakieś masowe pranie mózgów, „zniewolenie”, straszliwie wyświechtany termin, ale jak inaczej to nazwać? No i czemu dobrowolnie się w to ładujemy? Przecież to ubranie powinno pasować do człowieka, a nie odwrotnie. Chyba że biedak nie ma w sobie nic, do czego mógłby je przykroić. Uwielbiam Einsteina, który mawiał: „Nie znoszę nowych potraw ani nowych ubrań”. Co nie przeszkodziło mu wywrócić do góry nogami cały świat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Podobnie jak Rose cenię indywidualność, która przyciąga wszystkich, i tych którym tej indywidualności zabrakło, i tych ciekawskich prześmiewców.

    Myślę, że do tej listy można byłoby dodać jeszcze dużo więcej oryginalnych kobiet. Nie każda z nas ma to szczęście przyciągać do siebie rzesze wielbicieli swoją urodą, staramy się więc robić to, każda w innym stylu, tak jak robiła to chociażby Florence Foster Jenkins.

    Kiedyś, jedna z moich znajomych, niezbyt urodziwa panienka, ale za to zawsze naturalnie uśmiechnięta, jak lep na muchy przyciągała młodych kawalerów, którzy zdawać by się mogło nie widzieli jej pryszczy na twarzy, ani innych mankamentów urody...

    Uściski wszystkim wyróżniającym się paniom przesyłam i szczerze im zazdroszczę odwagi i pewności siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja do źle ubranych kobiet dorzucę jeszcze Marię Leszczyńską (bycie królową Francji zobowiązuje jakby nie patrzeć), Katarzynę Medycejską (piękna to ona nie była i na portretach straszy, szczególnie w porównaniu z Dianą de Poitres), przesadne fryzury też lubiła Maria Antonina, z modą na bakier była też chyba Maria I Tudor (nosiła się na czarno w czym źle wyglądała).

    A może powstanie lista najlepiej ubranych i najpiękniejszych?

    Z powyższej listy palmę pierwszeństwa daję Krystynie i pani Lincoln. Zaś przypadek i kariera Katarzyny to motyw na film lepszy niż Pretty Woman (właśnie jej postać sprawiła, że zaczęłam się interesować historią Rosji).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie, które wymieniasz, były na długiej liście ;) A pomysł z dziesiątką najpiekniejszych świetny, na pewno jakoś go wykorzystam.

      Usuń
  11. Cudowne zgryźliwości :) Dobrze, że piszesz, zmieniasz nastawienie ludzi w stosunku do ikon :) świetnie napisane! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością pisz jak najczęściej. Pozdrawiam Anetta z Łodzi

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzięki za wszystkie miłe słowa, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluję lekkości pióra! Świetnie się bawiłam podczas czytania Twoich notek, a potrafią one wciągnąc oj potrafią:) Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następne notki! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dawno nie czytałam czegoś równie dobrze napisanego. Z gracją, wdziękiem, humorem, a jednocześnie z mnogością interesujących detali. I ta refleksja o dzisiejszej modzie - niekobiecej, niegustownej, wręcz tandetnej. Szkoda, że same odzieramy się z wdzięku i czasem przypominamy madame Lincoln.
    Przy okazji - George Sand, znana była ze swego fatalnego gustu. Jak twierdziło wielu jej znajomych, dopiero gdy poznała Chopina, pod wpływem jego znakomitego gustu, zaczęła nosić bardziej elegancką garderobę. Wiele razy Chopin sam wybierał materiały na suknie dla swojej Aurory.
    Kapitalne jest zdanko powyżej- La vie est belle i ja też.

    Panu/Pani Erinti chodziło chyba o Dianę de Poitiers.
    Andromedo, pisz częściej, dajesz chwilę odpoczynku. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytam cię z ogromną przyjemnością. Tyle rzetelnej wiedzy ubranej w tak lekkie słowa. Uwielbiam, rób to co robisz dalej, bo jesteś fantastyczna.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspaniały blog,taka lekkość w pisaniu.
    Pozdrawiam Andromedo!

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesamowicie ciekawy post! :D Muszę przyznać, że w każdej epoce zdarzają się ludzie, którzy wedle krytyków modowych ubierają się ,,poniżej krytyki". Ale za to dziś możemy za to po części winić projektantów, którzy nie zawsze mają dobry gust :P
    Wystarczy popatrzeć na Horodyńską... Taka znawczyni mody, a sama wkłada ciuchy, tylko po to, aby ,,się pokazać", a nie udowodnić, że naprawdę zna się na modzie.

    OdpowiedzUsuń